Skra Częstochowa pożegnała się z własnym stadionem w kapitalnym stylu. W piątkowy wieczór częstochowianie rozbili KS Panattoni Goczałkowice-Zdrój aż 4:0 i już po pierwszej połowie było właściwie po meczu. Kibice na „Lorecie” mogli przecierać oczy ze zdumienia, bo gospodarze zagrali koncertowo.
Choć szanse na awans do Betclic 2. Ligi już wcześniej uciekły, piłkarze Skry kompletnie tego po sobie nie pokazali. Od pierwszych minut ruszyli na rywala z ogromną energią. Pressing działał perfekcyjnie, piłka krążyła błyskawicznie, a goście momentami nie wiedzieli, co się dzieje.
Wynik otworzył Przemysław Sajdak, który popisał się świetnym, technicznym strzałem pod poprzeczkę. Skra nie zwalniała tempa i po niespełna pół godzinie gry było już 2:0 po trafieniu Radosława Gołębiowskiego. Gospodarze totalnie przejęli kontrolę nad spotkaniem, a drużyna z Goczałkowic praktycznie nie potrafiła zagrozić bramce miejscowych.
Świetnie wyglądała też defensywa Skry. Pewny z tyłu był Oliwier Kucharczyk, który czytał grę jak otwartą książkę i regularnie przecinał akcje przeciwników. Chwilę później do siatki trafił Jakub Mikołajczyk, a tuż przed przerwą kolejny cios zadał Tymoteusz Mazanek. Do szatni gospodarze schodzili z czterobramkowym prowadzeniem i pełną kontrolą nad wydarzeniami na boisku.
Po zmianie stron tempo trochę spadło, co przy takim wyniku było całkowicie naturalne. Skra nadal jednak miała mecz pod kontrolą i od czasu do czasu próbowała podwyższyć rezultat. Najbliżej był Gołębiowski, którego mocny strzał z rzutu wolnego zatrzymała poprzeczka. Gdyby piłka poleciała kilka centymetrów niżej, bramkarz gości mógłby tylko odprowadzić ją wzrokiem.
Było to ostatnie domowe spotkanie Skry w tym sezonie Betclic 3. Ligi i trudno było wymarzyć sobie lepsze pożegnanie z kibicami. Teraz przed częstochowianami jeszcze wyjazdowy mecz ze Słowianinem Wolbórz. Dobry wynik może dać Skrze zakończenie sezonu na trzecim miejscu w tabeli.
Fot. Tomasz Wójciak



























