OD PASJI DO PODIUM – wywiad z Agnieszką Lorentz, właścicielką Stajni Bajka, instruktorką i czynną zawodniczką jeździectwa.


Stajnia Bajka w Częstochowie od kilku lat konsekwentnie buduje swoją markę w krajowym jeździectwie, a jej zawodnicy coraz częściej zajmują czołowe miejsca w prestiżowych zawodach. Na czele ośrodka stoi Agnieszka Lorentz – właścicielka i aktywna zawodniczka. Aktualna liderka cyklu Silesia Dressage Cup w Rundzie Bursztynowej na koniu Liezelhof Sirocco, czym potwierdza wysoki poziom sportowy stajni. Pod opieką Małgorzaty Belickiej trenerki 2 klasy PZJ rozwija się grupa jeźdźców odnoszących sukcesy w ujeżdżeniu oraz paraujeżdżeniu, co sprawia, że Bajka jest dziś jednym z ważniejszych ośrodków sportowych w regionie, a jej barwy coraz częściej widoczne są na podium regionalnych rywalizacji. Głównie stawiamy na ujeżdżenie „matkę” wszystkich dyscyplin. Fundamentem działalności stajni pozostaje jednak filozofia oparta na szacunku i trosce o dobrostan koni, które są nie tylko partnerami w sporcie, ale przede wszystkim towarzyszami codziennej pracy i pasji.


ŻR: Pani Agnieszko, proszę opowiedzieć naszym czytelnikom, jak wygląda codzienność w Stajni Bajka – od poranka do wieczora?

Agnieszka Lorentz: Codzienność w naszej Stajni Bajka zaczyna się wcześnie rano. Konie już od świtu czekają na swoje śniadanie. To trochę jak w domu, najpierw karmienie i sprzątanie. Konie dostają siano i paszę, a my dbamy, żeby każdy miał to, czego potrzebuje. Potem czyszczone są boksy, czyli „pokoje” koni, żeby było czysto i świeżo. Kiedy stajnia jest ogarnięta, zaczynamy zajęcia. Najpierw przyjeżdżają dzieci i młodzież na treningi – uczymy się zarówno podstaw, jak i bardziej sportowej jazdy. Każdy trening wygląda trochę inaczej: czasem to ujeżdżenie (czyli taka „gimnastyka konia”), a czasem skoki przez przeszkody.
W ciągu dnia konie mają też swój czas na padoku, czyli na wybiegu. Mogą się tam swobodnie poruszać, pobawić, pograć w swoje końskie „zabawy”. To bardzo ważne, bo koń to nie maszyna – on też potrzebuje relaksu i bycia z innymi końmi.
Popołudnia i wieczory należą do kolejnych jeźdźców – młodzieży i dorosłych. Zawsze dbamy o to, żeby każdy miał czas nie tylko na jazdę, ale też na naukę obchodzenia się z koniem: czyszczenie, siodłanie, czy po prostu spędzenie chwili w stajni.
Na koniec dnia znowu karmimy sprawdzamy, czy konie są zdrowe i spokojne, zamykamy stajnię. To taki rytm, który powtarza się codziennie – trochę pracy fizycznej, dużo radości z kontaktu ze zwierzętami i satysfakcji z małych postępów naszych jeźdźców.

ŻR: Jakie są największe wyzwania w prowadzeniu stadniny i opiece nad końmi?


Agnieszka Lorentz: Największe wyzwania? Zdecydowanie odpowiedzialność – konie to żywe, bardzo wrażliwe zwierzęta. Nie wystarczy im tylko dać jeść i wodę. Trzeba codziennie obserwować, czy dobrze się czują, czy nie mają jakiegoś urazu albo gorszego dnia. To trochę jak z dziećmi. One nie powiedzą wprost, że coś je boli, więc trzeba umieć to zauważyć.
Kolejna sprawa to regularność. W stajni nie ma niedzieli ani świąt wolnych – konie muszą dostać śniadanie o tej samej porze, a boks trzeba sprzątnąć codziennie. Można powiedzieć, że prowadzenie stadniny to taki „pełen etat razy dwa”.
Wyzwanie to też logistyka – czyli organizowanie wszystkiego tak, żeby koń miał zbilansowaną dietę, odpowiedni trening, czas na odpoczynek i opiekę weterynaryjną. Do tego dochodzi pogoda – deszcz, upał, czy mróz nie zwalniają z obowiązków.
No i oczywiście aspekt finansowy – koń to nie jest tanie hobby. Pasza, kowal, weterynarz, sprzęt, utrzymanie stajni… to wszystko trzeba ogarnąć, żeby konie miały naprawdę dobre warunki.
Ale powiem tak – mimo tych wszystkich trudności, satysfakcja z widoku zdrowego, zadowolonego konia i uśmiech jeźdźca po udanym treningu wynagradza każdą trudniejszą chwilę.

ŻR: Stajnia to nie tylko miejsce treningów, ale też przestrzeń, w której buduje się relacje z końmi. Co jest dla Pani najważniejsze w tej pracy?


Agnieszka Lorentz: Dla mnie najważniejsze w pracy w stajni jest to, żeby ludzie zrozumieli, że koń to nie sprzęt sportowy, tylko partner. Oczywiście uczymy się jeździć, poprawnie siedzieć, prowadzić konia, skakać, ale równie ważne jest budowanie relacji. To trochę jak w przyjaźni, jeśli dasz komuś czas, szacunek i cierpliwość, to on się odwdzięczy zaufaniem.
Koń naprawdę czuje emocje człowieka. Jeśli jesteś zestresowany, on też będzie spięty. Jeśli podejdziesz spokojnie, z troską – koń się wyciszy. Dlatego staramy się uczyć jeźdźców, że sukces w jeździectwie to nie tylko medale, ale też chwile, kiedy koń chętnie do ciebie przychodzi, ufa ci i pracuje z tobą, bo chce, a nie dlatego, że musi. Najpiękniejsze w tej pracy jest obserwowanie, jak dzieci, czy dorośli odkrywają, że koń uczy ich nie tylko jazdy, ale też cierpliwości, konsekwencji i odpowiedzialności. To są lekcje, które zostają na całe życie.

ŻR: Oprócz nauki jazdy rekreacyjnej, tak Pani, jak i inni zawodnicy Stajni Bajka bierzecie udział w rywalizacji sportowej. Gdzie startujecie i jak wyglądają zawody jeździeckie?


Agnieszka Lorentz: Tak, oprócz jazdy rekreacyjnej startujemy też w zawodach sportowych – w ujeżdżeniu i w skokach przez przeszkody. Najczęściej są to zawody regionalne i ogólnopolskie, organizowane pod egidą Polskiego Związku Jeździeckiego. Startujemy w różnych miejscach w Polsce. W ośrodkach, które mają odpowiednią infrastrukturę dla koni i jeźdźców.
Jak to wygląda w praktyce? Można powiedzieć, że to taki sportowy festiwal. Najpierw przyjeżdżamy z końmi, rozlokowujemy się w stajniach tymczasowych. Potem przychodzi czas na starty.
• W ujeżdżeniu koń i jeździec wykonują na czworoboku (czyli specjalnym placu) ustalony program – trochę jak taniec z koniem, gdzie liczy się precyzja, harmonia i elegancja.
• W skokach celem jest pokonanie toru przeszkód bez błędów i w odpowiednim czasie – tu jest więcej emocji, dynamiki i trochę adrenaliny.
Na zawodach czuć wyjątkową atmosferę – są emocje, stres, radość i ogromna satysfakcja. Ale dla mnie zawsze najważniejsze jest to, żeby zawodnik pojechał równo, spokojnie i w zgodzie ze swoim koniem. Wynik na tablicy jest ważny, ale jeszcze ważniejsze jest to, żeby koń po starcie wyszedł zadowolony i chętny do dalszej pracy.

ŻR. Jakie w Pani ocenie, są najważniejsze osiągnięcia zawodników Bajki w jej historii współzawodnictwa sportowego?


Agnieszka Lorentz: W mojej ocenie do najważniejszych osiągnięć zawodników Klubu „Bajka” w historii współzawodnictwa sportowego należą:
• Małgorzata Belicka na koniu Fridolimo – wysokie i stabilne wyniki w rundach Brązowej i Srebrnej w cyklu ZTiR i Silesia Dressage Cup, m.in. do 69,24% w klasie P-2, co świadczy o bardzo dobrym przygotowaniu sportowym.
• Agnieszka Lorentz na LIEZELHOF SIROCCO – wynik od jednego sędziego aż 76,13% w programie L-3, jeden z najwyższych w historii klubu; liczne przejazdy powyżej 65% w rundzie Bursztynowej.
• Marta Wolnik na koniach Sam i Solbakkens Kermit – wielokrotna reprezentantka w parajeździectwie na poziomie Mistrzostw Polski i Pucharu Polski Południowej, z wynikami do 67,20%, m.in. klasyfikacja końcowa MP – 117,69%.
• Lena Lorentz na Kruszynie – sukcesy w skokach przez przeszkody na zawodach regionalnych, m.in. I i III miejsce oraz przejazdy bez punktów karnych, a także na koniu Ciekawy 3 miejsce w finale kat. Halowe mistrzostwa śląskiego brzdąca

ŻR. Sama również odnosi Pani sukcesy, m.in. dwa tegoroczne zwycięstwa w Silesia Dressager Cup na Liezelhof Sirocco. Jak wyglądała Pani droga do tych zwycięstw?


Agnieszka Lorentz: Moja droga do tych zwycięstw, to w dużej mierze cierpliwość i codzienna praca. Z koniem nie da się niczego przyspieszyć – każdy krok trzeba zbudować spokojnie i konsekwentnie. Z Sirocco tworzymy duet od dłuższego czasu i to właśnie zaufanie, które między nami się pojawiło, pozwoliło nam sięgnąć po dobre wyniki. Treningi to nie tylko jeżdżenie kolejnych programów ujeżdżeniowych. To mnóstwo pracy podstawowej – poprawa równowagi, siły, gibkości konia, a jednocześnie moja własna nauka: jak lepiej siedzieć, jak subtelniej dawać sygnały. Często to są drobiazgi, ale w ujeżdżeniu właśnie one decydują o końcowym obrazie przejazdu. Sam start w zawodach to już wisienka na torcie – najważniejsze dzieje się na co dzień w stajni i na placu treningowym. Wygrane w Silesia Dressage Cup były dla mnie ogromną radością i potwierdzeniem, że ta droga, którą idziemy z moim koniem, jest właściwa. Ale traktuję to też jako motywację – bo w jeździectwie nie ma momentu, kiedy można powiedzieć „już wszystko umiem”. Zawsze jest coś do poprawy, coś nowego do odkrycia.

ŻR: W Częstochowie prężnie działa i odnosi spore sukcesy na arenie sportu osób z niepełnosprawnościami LZS Gol-Start. Wy też możecie pochwalić się wyjątkowymi sukcesami w paraujeżdżeniu. Proszę opowiedzieć o rozwoju tej dyscypliny?


Agnieszka Lorentz: Paraujeżdżenie to dyscyplina, która w Polsce cały czas się rozwija, a dla nas w Stajni Bajka to ogromny powód do dumy, że możemy być jej częścią. To pokazuje, że jazda konna naprawdę nie ma granic – niezależnie od sprawności można czerpać z niej radość i sięgać po sukcesy sportowe.
Od początku naszej działalności jest z nami Marta Wolnik – dziś młoda, ale już bardzo doświadczona zawodniczka. To piękna historia, bo Marta zaczynała u nas swoją przygodę z jeździectwem jako dziewczynka, a teraz reprezentuje nas w paraujeżdżeniu na arenie sportowej. Teraz ma też nowego końskiego partnera – Solbakens Kermita. To niezwykle wartościowy koń, który daje szansę na dalszy rozwój i kolejne starty na wysokim poziomie. Paraujeżdżenie w praktyce wygląda podobnie, jak klasyczne ujeżdżenie – zawodnik z koniem wykonują program na czworoboku, ale poziom trudności i wymagania są dostosowane do indywidualnych możliwości jeźdźca. Kluczowe jest to, że liczy się harmonia, porozumienie i elegancja w jeździe. Dla nas każdy start Marty to wielkie przeżycie, bo pokazuje, że dzięki determinacji, pasji i odpowiedniemu wsparciu można realizować marzenia, które na początku wydawały się nieosiągalne. Jej sukcesy są inspiracją nie tylko dla innych jeźdźców, ale też dla całego środowiska sportowego w regionie.

ŻR: Jak w każdej dyscyplinie, za zawodnikami zawsze stoi sztab ludzi wspomagających w drodze do sukcesu. Jak dużą rolę w startach odgrywa cała „ekipa w tle” – trenerzy, luzacy, sponsorzy, rodzice?


Agnieszka Lorentz: W jeździectwie bardzo często mówi się, że na parkurze czy czworoboku widzimy tylko zawodnika i konia, ale tak naprawdę za ich sukcesem stoi cała ekipa. I ja absolutnie się z tym zgadzam – bez tego wsparcia w tle żaden wynik nie byłby możliwy. Ogromną rolę odgrywa nasz główny trener – Małgorzata Belicka. To ona układa plan treningowy, dba o nasz rozwój sportowy i zawsze ma ten chłodny, profesjonalny ogląd sytuacji, kiedy emocje próbują wziąć górę. Jej doświadczenie i wiedza to dla nas bezcenne wsparcie. Wielkim fundamentem są też moi rodzice – od samego początku wspierali mnie i stajnię, pomagają w codziennych obowiązkach i zawsze są przy nas, niezależnie od tego, czy chodzi o zawody, czy zwykły dzień w stajni. To dzięki nim Bajka od tylu lat może działać i się rozwijać. Mamy też wspaniałych sponsorów, m.in. bezpiecznezyski.pl, którzy uwierzyli w naszą pracę i pomagają nam realizować sportowe cele. To ogromne wsparcie – zarówno organizacyjne, jak i finansowe – bo jak każdy sport, jeździectwo wiąże się z dużymi kosztami. No i oczywiście nasi luzacy – osoby, które są z nami na zawodach i dbają o to, żeby konie były przygotowane, czyste i spokojne, a zawodnik mógł się skupić na starcie. W tej roli niezastąpiona jest mama Marty Wolnik, ale też jej młodsza siostra, Patrycja, Magda, Julia i jeszcze kilka dziewczyn, które wkładają w to serce i mnóstwo pracy. Bez nich zawody byłyby o wiele trudniejsze.
Podsumowując – kiedy zdobywamy puchar czy medal, to nie jest tylko sukces zawodnika i konia. To efekt współpracy całej drużyny, ludzi, którzy czasem pozostają w cieniu, ale bez których te sportowe marzenia nie miałyby szans się spełnić.

ŻR: Skąd wzięła się u Pani taka miłość do koni i chęć stworzenia własnej stajni?


Agnieszka Lorentz: Moja miłość do koni to była naprawdę miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy pierwszy raz wsiadłam na konia, poczułam, że to jest właśnie moje miejsce – i już wiedziałam, że nie chcę robić w życiu niczego innego. Po zaledwie roku jazdy kupiłam swojego pierwszego konia, a trzy miesiące później… miałam już własną stajnię. To może brzmieć trochę szaleńczo, ale pasja była tak silna, że nie było odwrotu. Z czasem stajnia się rozrastała – pojawiały się kolejne konie, jeźdźcy, trenerzy, zawody. Ale dla mnie zawsze najważniejsze było jedno: żeby stworzyć miejsce, gdzie koń jest traktowany z szacunkiem, a ludzie mogą naprawdę uczyć się świadomego jeździectwa i budowania relacji z tymi wyjątkowymi zwierzętami. Dziś, kiedy patrzę na to, jak Bajka się rozwija, jak dzieci, młodzież i dorośli realizują tutaj swoje marzenia, a konie mają dobre warunki i są naszymi partnerami, czuję ogromną satysfakcję. I wiem, że ta pierwsza iskra sprzed lat była początkiem pięknej drogi, którą wciąż idziemy.

ŻR: Na pewno ma Pani sportowe lub osobiste marzenie związane z końmi, którego jeszcze nie udało się zrealizować. Jakie są zatem dalsze plany rozwoju stajni – zarówno sportowe, jak i organizacyjne?


Agnieszka Lorentz: Moim wielkim sportowym marzeniem jest start w konkursie Grand Prix – to najwyższy poziom ujeżdżenia, taki jeździecki odpowiednik wejścia na olimpijskie podium. Wiem, że to wymaga jeszcze ogromu pracy i cierpliwości, ale wierzę, że krok po kroku uda się to zrealizować. Jeśli chodzi o samą stajnię, bardzo chciałabym, aby w przyszłości odbyły się u nas zawody ujeżdżeniowe. To byłoby dla mnie spełnienie kolejnego marzenia – żeby nasza Bajka nie była tylko miejscem treningów, ale też areną sportowych zmagań, gdzie inni zawodnicy mogliby poczuć tę wyjątkową atmosferę. Organizacyjnie chcemy dalej się rozwijać – stawiać na profesjonalne szkolenie, poszerzać ofertę treningową i jednocześnie zachować to, co dla nas najważniejsze: rodzinny klimat i partnerskie podejście do koni. Bo sport jest ważny, ale najpiękniejsze jest to, że wokół koni gromadzą się ludzie z pasją, którzy wspierają się nawzajem i tworzą wyjątkową społeczność. Myślę, że to właśnie łączy wszystkie nasze plany i marzenia – chcemy iść coraz wyżej, ale zawsze w zgodzie z końmi i z wartościami, które od początku budują Stajnię Bajka.

ŻR: Dziękuję i życzę powodzenia i dalszych sukcesów.


Agnieszka Lorentz: Dziękuję za rozmowę.


(DB)
Foto: Archiwum własne Agnieszki Lorentz

Tekst autoryzowany.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
X
LinkedIn
Search

Najbardziej Popularne

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.