WIZJA ROZSTANIA DODAJE ENERGII

Raków zagrał w Gdyni tak, jakby chciał powiedzieć Papszunowi. „Zobacz, co tracisz!”


Wizyta Rakowa w Gdyni, podobnie jak poprzednie mecze, miała ten sam wspólny mianownik: pytanie, czy zamieszanie spowodowane przed możliwym odejściem Marka Papszuna odbije się na drużynie? Jeśli tak, to po raz drugi piłkarze Rakowa udowodnili, że tylko w sposób pozytywny. Częstochowianie wyszli na murawę jak zespół, który chce pokazać swojemu szkoleniowcowi, że rozstanie z taką drużyną byłoby pomyłką. Arka, dotąd niepokonana u siebie, szybko przekonała się, że dziś będzie tylko tłem wydarzeń. Nawet nie tyle tłem, ile niemym świadkiem swojej egzekucji.

WĘGLARZ NICZYM MIKOŁAJ

Raków rozpoczął spotkanie w Gdyni w niemal identycznym składzie jak przeciw Rapidowi, z jedną małą zmianą. Nieobecnego Tudora zastąpił Apostolos Konstantopoulos. Już w 3 minucie mogło paść otwarcie wyniku, gdy Jonatan Braut Brunes wyszedł sam na sam z Damianem Węglarzem, ale przegrany i tak pojedynek poprzedzony był spalonym. W 10 minucie Medaliki dopięli swego, choć w sposób, którego bramkarz Arki wolałby nie oglądać na powtórkach. Po zgraniu piłki głową przez Ameyawa i przepychance Brunesa piłka spadła pod nogi Lamine’a Diaby’ego-Fadigi. Strzał? Płaski, przeciętny, w sam środek bramki, po lekkim rykoszecie. Reakcja Węglarza? Dramatyczna. Futbolówka prześlizgnęła się mu między rękawicami, wpadając do siatki. Raków prowadził, a to był dopiero początek jego Mikołajkowych prezentów od Węglarza.

RAKÓW NABIERA ROZPĘDU


W 17 minucie Adriano Amorim huknął, ale tym razem Węglarzowi pomogła poprzeczka. Na koniec spotkania okazało się, że poprzeczka miała taką samą skuteczność obron jak bramkarz Arki. Ale to nie nasz problem. Chwilę później odważna i silna dobitka Baratha nie przedarła się przez nogi obrońców. Styl Rakowa robił wrażenie: intensywnie, odważnie, z jasnym przekazem-dziś nie bierzemy jeńców. To był Raków, jaki lubimy i chcemy oglądać zawsze. W 24 minucie Patryk Makuch przeprowadził efektowny rajd, ale po raz kolejny uderzył tak fatalnie, że nie zasłużył nawet na ironię. Do tego momentu Arka zaczęła wyglądać nieco lepiej, przejmując inicjatywę, lecz jej gra nie przyniosła nic poza nerwami i mnożącymi się faulami oraz kartkami.

MIKOŁAJKOWA CZERWIEŃ

Arka grała nerwowo, ostro i chaotycznie, ale kartki zbierał Raków. Żółte kartki obejrzeli Konstantopoulosa i Baratha, choć to gospodarze agresywniej poczynali sobie w polu. Po dwóch brutalnych faulach na Amorimie w końcu sędzia dostrzegł ten fakt. Dominick Zator, próbując ratować sytuację, sfaulował w jednej akcji… dwóch zawodników Rakowa. VAR nie miał wiele roboty: czerwona kartka była oczywista, choć trochę dziwi fakt, że w tej sytuacji sędzia w ogóle go potrzebował.
Gospodarze zostali w dziesiątkę, a Raków wyprowadził kolejne ciosy. Michael Ameyaw posłał centro strzał z ostrego kąta, a Węglarz po raz kolejny zawiódł – piłka przeleciała nad nim, jak niezidentyfikowany dron nad polską obroną powietrzną i było 0:2. Nie zmienia to faktu, że trafienie będzie tym z gatunku, bramka kolejki.
W doliczonym czasie pierwszej połowy zrobiło się już naprawdę dramatycznie. Brunes znalazł trochę miejsca przed polem karnym i płaskim uderzeniem podwyższył na 0:3. W tej sytuacji bramkarz Arki mógł zachować się lepiej. Ustawiony był prawidłowo, tylko refleks zostawił dziś w domu. Trzy celne strzały Rakowa, trzy bramki. Arka była rozłożona na łopatki jeszcze przed przerwą.

KONTROLA I DRAMAT WĘGLARZA

Po przerwie Raków kontrolował przebieg spotkania, grał ostrożniej, pewny wyniku. Sporadycznie decydował się na akcje ofensywne, ale w 56 minucie znów zrobiło się gorąco. Po pierwszym w tym meczu rzucie rożnym Węglarz niepewnie wyszedł na przedpole, wypuścił piłkę z rąk, ta spadła na głowę Makucha, po czym trafiła pod nogi Brunes. Ten wpakował ją do pustej bramki, zmieniając wynik na 0:4. Nie sposób tego inaczej nazwać niż kompromitacją bramkarza.
Trener Papszun dokonał zmian. Na boisku pojawili się Mircetić i Ivi Lopez. Z paradoksalnym skutkiem: częstochowianie nieco opadli z tempa, a Arka zaczęła łapać oddech. W 71 minucie po faulu Mirceticia z rzutu wolnego pięknie przymierzył Marc Navarro, zmniejszając wynik na 1:4. Uderzenie szczerze należy przyznać znakomite. Interwencja Oliwier Zycha mogła być lepsza.
Ivi Lopez mógł jeszcze poprawić wynik, ale perfekcyjnie obsłużony przez Tomasza Pieńko uderzył rodem z futbolu amerykańskiego, wywołując „radość” na twarzach kibiców. Za drugim razem uderzył już celnie, czym zmusił Węglarza do wreszcie udanej interwencji. Niestety obiektywnie stwierdzić trzeba, że wejście trójki zmienników (w 70 minucie na boisku pojawił się też Rondić) wyrównało szanse obu drużyn.

RÓŻNICA KLAS

Raków nie musiał się wysilać przez pełne 90 minut. Strzelił cztery gole, wszystkie zasłużone, choć przy każdej bramce udział Arki, a właściwie bramkarza był trudny do zignorowania. Węglarz miał dzień, który w karierze każdego golkipera zdarzyć się może.
Arka, dotąd mocna u siebie, została kompletnie rozmontowana. Raków zaś pokazał, że mimo wewnętrznych napięć i falstartu z Piastem Gliwice, potrafi zagrać jak drużyna z najwyższej półki.

WRACAMY DO GRY O MISTRZA


Po tym zwycięstwie Raków awansował na 4 miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy, tracąc cztery punkty do prowadzącego Górnika. Górnika, który potknął się na Radomiaku podobnie jak wcześniej my. Arka pozostaje bezpieczna w środku stawki, ale po raz pierwszy w sezonie straciła „twierdzę” Gdynia. Raków zagrał koncertowo, Arka fatalnie, a Węglarz… jak dwunasty zawodnik czerwono-niebieskich. Jeśli Papszun zastanawia się nad swoją przyszłością, to jego piłkarze właśnie dali mu najlepszy argument, by się nie spieszył z decyzją.

Arka Gdynia – Raków Częstochowa 1:4 (0:3)

0:1 – Diaby-Fadiga (10’)
0:2 – Ameyaw (45’)
0:3 – Brunes (45+2’)
0:4 – Brunes (56’)
1:4 – Navarro (71’)

(DB)

Fot. damian.bachniak.photography

Udostępnij:

Facebook
Twitter
X
LinkedIn
Search

Najbardziej Popularne

Partnerzy relacji sportowych:
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.