PUNKT, KTÓRY TRZEBA SZANOWAĆ? – (relacja)

Poniedziałkowy wieczór stał pod znakiem siatkówki, a w długą podróż zabrali nas siatkarze JSW Jastrzębskiego Węgla oraz Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa. Po bardzo dziwnym meczu, pełnym wzlotów i upadków z obu stron, ostatecznie to gospodarze wygrali 3:2, a błękitno-granatowym na pocieszenie pozostał 1 zdobyty punkt do ligowej tabeli.

EFEKT TRAVICY?

W minionym tygodniu Norwid znów przeszedł małą rewolucję. Z klubem pożegnał się dotychczasowy „awaryjny” trener Roberto Cocconi, który wg wielu informacji był głównym źródłem słabej postawy częstochowian na początku sezonu. Prezes Łukasz Żygadło postawił na uznane nazwisko w siatkarskim świecie – pod Jasną Górą trafił 71-letni Ljubomir Travica. Chorwat swoją przygodę z ławką trenerską rozpoczął już na początku lat 90 i przez ponad 10 lat nie wychylał się poza ligę włoską. Miał także swoje przygody w lidze greckiej (prowadził przez 3 sezony Olympiakos Pireus) oraz w lidze polskiej (3-letnia przygoda z Resovią Rzeszów). W naszym kraju zdobył trzy medale, ale nie udało mu się zdobyć mistrzostwa Polski. Prowadził również kadrę Serbii i Czarnogóry, z którą zdobył chociażby złoto Ligi Światowej w 2005 roku. W minionych rozgrywkach w połowie lutego trafił do włoskiej Piacenzy, gdzie wystąpił w roli „strażaka”. Wywiązał się z tej roli znakomicie, gdyż najpierw wprowadził zespół do fazy play-off, w ¼ finału pokonał Veronę Volley i dopiero w półfinale uległ późniejszemu mistrzowi – Trentino Volley.

Pierwszy set pod wodzą Travicy wyglądał imponująco. Częstochowianie dominowali na parkiecie, świetnie prezentowali się szczególnie w ataku, kończąc set z 67% skutecznością w tym elemencie. Prawdziwym liderem okazał się Bartłomiej Lipiński, który skończył 6 na 6 ataków, pokazując sztabowi, że jeszcze sporo dobrego może dać swojej drużynie.

EBADIPOUR BEZ FORMY…

W drugim secie mecz wyglądał już z goła inaczej, a doskonałe zawody w barwach gospodarzy rozgrywali Gierżot oraz Kaczmarek – do tej pory mocno krytykowani za swoją postawę w tym sezonie. Mimo problemów, Norwid w samej końcówce wyrównał i miał swoje szanse na przełamanie rywali, ale tym razem zawodziła skuteczność. Fatalnie w tej partii zaprezentował się Patrik Indra, który raz za razem był zatrzymywany przez dobrze pracujący blok rywali.

Przedziwnie wyglądała natomiast partia nr 3. Długimi fragmentami obie ekipy szły łeb w łeb, ale w Częstochowie kompletnie nie funkcjonował kapitan Milad Ebadipour. Był zdecydowanie najsłabszym zawodnikiem w drużynie, ale Travica konsekwentnie trzymał go na placu gry. Gdy JSW prowadziło 23:19 chyba nikt się nie spodziewał, że za moment będzie 24:24 i będziemy grali „na przewagi”. Sporo dobrego wniosła podwójna zmiana Kowalski – Jeanlys (ta sama, której jak ognia unikał Falasca). Ostatnie dwa punkty należały jednak do gospodarzy i to oni wyszli na prowadzenie 2:1.

BLOK KLUCZEM DO SUKCESU

Czwartego seta Norwid rozpoczął już z Kiedosem na przyjęciu, gdyż urazu kostki doznał Ebadipour. Młody przyjmujący od razu zaserwował asa i dobrze wprowadził się w mecz. W dalszym fragmentach gra była wyrównana, ale kluczowym elementem w tej partii był blok. Częstochowianie zdobyli nim 3 punkty, gospodarze ani jednego i to wystarczyło, aby wygrać 25:19. Tie-break był kwintesencją całego spotkania. Najpierw błyskawicznie odskoczyli jastrzębianie, by za chwilę prowadzić już tylko 6:5. Dwie kolejne akcje na niekorzyść Norwida i przy zmianie stron było już 8:5. Za kilka chwil częstochowianie jeszcze raz zbliżyli się do przeciwników na 9:10, ale to był ostatni ich zryw w tym meczu. Jastrzębie wygrało 15:12 i cały mecz 3:2.

CO WIEMY PO TYM MECZU?

W grze Norwida jest jeszcze sporo chaosu. Czasem irytujące są proste błędy jak dogranie darmowej piłki dalekie od ideału lub niezrozumienie w obronie, gdy piłka w ślimaczym tempie zmierza na naszą stronę boiska. Drużyna wydaje się na ten moment bardzo wrażliwa na wynik i sytuację meczową. W pierwszym secie pojawiły się uśmiechy, pewność siebie i radość z gry. Wystarczyły jednak dwie-trzy gorsze akcje w kolejnych partiach i znów uwidacznia się ten „brak chemii” między poszczególnymi graczami. Umiejętności siatkarskie są, ale brakuje tego magicznego „czegoś”, aby ta drużyna wzniosła się kilka poziomów wyżej. Wczorajszy mecz w Jastrzębiu mógł być tym „meczem założycielskim” i w pewnych kwestiach na pewno takim jest. Trzeba jednak pamiętać, że sezon jest długi, do zdobycia jeszcze wiele punktów, a konkurencja nie śpi.

Z pewnością bardzo cieszy większa odwaga w przeprowadzaniu podwójnej klasycznej zmiany rozgrywający-atakujący. Wejścia pary Kowalski-Jeanlys wniosły sporo dobrego i szczególnie postawa Francuza pokazuje, że jest gotów do gry w większym wymiarze czasowym.

Czas będzie pracował na korzyść Travicy, ale w sobotę czeka go piekielnie trudne zadanie. Do Częstochowy przyjedzie jeden z faworytów do medali – PGE Projekt Warszawa. Może ten mecz będzie tym, który rozpocznie dobrą passę Norwida?

JSW Jastrzębski Węgiel – Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa 3:2
(20:25, 25:22, 26:24, 19:25, 15:12)

Składy zespołów:
JW: Kaczmarek (21), Toniutti (1), Kujundzić (10), Kufka (1), Gieżot (21), Usowicz (9), Granieczny (libero) oraz Lorenc, Zaleszczyk (7), Tuaniga i Staszewski (3)
Norwid: Lipiński (24), Popiela (10), Ebadipour (7), De Cecco, Indra (20), Adamczyk (14), Makoś (libero) oraz Jeanlys (5), Kowalski i Kiedos (3)

Udostępnij:

Facebook
Twitter
X
LinkedIn
Search

Najbardziej Popularne

Partnerzy relacji sportowych:
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.