Miniony piątek w tureckim Belek był już ostatnim dniem sparingów Rakowa Częstochowa przed powrotem do kraju. Klub zaplanował na ten dzień dwa spotkania, ale rozegrał zaledwie… pół meczu. Wszystko przez bardzo złe warunki pogodowe, których głównym przyczyną były ulewne deszcze. Na szczęście zanim niebo się totalnie otworzyło, czerwono-niebiescy zdążyli pokonać Vojvodinę Nowy Sad. Mecz trwał tylko jedną połowę, ale działo się w niej tyle, że nikt nie mógł narzekać na nudę.
Zaczęło się idealnie – Marko Bulat huknął z wolnego i od razu było 1:0. Serbowie szybko odpowiedzieli i przez moment zrobiło się nerwowo, ale końcówka należała do nas. Bulat znów dał o sobie znać, a tuż przed przerwą rywale sami dołożyli cegiełkę do wyniku. 3:1, szybki prysznic i… koniec grania, bo ulewa zrobiła swoje.
Na tym jednak piątkowe zamieszanie się nie skończyło. Drugi sparing, tym razem z TSC Bačka Topola, został już całkowicie odwołany. Boisko nie nadawało się do gry, a deszcz w Belek ewidentnie nie miał zamiaru odpuścić. Czasem lepiej odpuścić mecz niż ryzykować kontuzje – i tym razem dokładnie tak było.
Za to poza boiskiem wydarzyło się coś naprawdę konkretnego. Do Rakowa dołączył Paweł Dawidowicz – reprezentant Polski, solidny stoper z ogromnym bagażem doświadczeń. Serie A, Serie B, Benfica, występy na dwóch Euro i 17 meczów z orłem na piersi – to mówi samo za siebie. Kontrakt obowiązuje do końca czerwca tego roku z opcją przedłużenia. Każdy, kto chociaż trochę śledzi piłkę nożną w wydaniu reprezentacyjnym, zdaje sobie sprawę, że Dawidowicz ostatnio był głównie pośmiewiskiem i obiektem drwin ze strony kibiców oraz ekspertów. Jednak Raków Częstochowa już nie raz udowadniał, że wyciągał zawodników nieoczywistych, po problemach, a na koniec stawali się oni ważnymi elementami całej układanki.
Fot. Marek Tęcza Fotografia
























