Zbliża się Tłusty Czwartek, w zasadzie jest tuż, tuż… Miejskie cukiernie już szykują się na ten dzień, taki raz do roku, gdy pączki znikają w ilościach hurtowych. Wiedzą też o tym trzej bracia, którzy przy ulicy Kaszubskiej 43 w Częstochowie, na Lisińcu, prowadzą rodzinną, tradycyjną cukiernię z piekarnią, prawie już od 40. lat. Dziś zasiadają na naszych skrzynkach: Marek, Artur i Robert Kozłowscy.
Życie Regionu: Państwa wypieki robiąsmakowite wrażenie, a pierwsze pytanie nasuwa się samo: bardziej ciastkarnia, czy piekarnia?
Bracia Kozłowscy: Zdecydowanie bardziej ciastkarnia. Nasz Ojciec, pomysłodawca i założyciel tego przedsięwzięcia w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, był cukiernikiem. My naszą wspólną działalność zaczęliśmy też od słodkości i jesteśmy wierni tej decyzji rodzinnej do dziś. Natomiast pomysł na produkcję pieczywa pojawił się w czasie kryzysu, który dotknął markety. Początkowo rozpoczęliśmy wypiek chleba dla siebie i sąsiadów, w niedużych ilościach. Z czasem do kupujących dołączyli ci, którzy wierzą w jakość naszego pieca…
Życie Regionu: Trzej bracia, ramię w ramię, tylko pozazdrościć… Macie panowie wyraźny podział ról, czy po prostu zastępujecie się w obowiązkach? Jest coś, co Was łączy?
Bracia Kozłowscy: W cukierni i piekarnijest sporo ważnych zadań, przy których jest uzgodniony podział braterskich obowiązków, ale generalnie przy całym cyklu produkcyjnym jesteśmy „uniwersalni”, czyli każdy potrafi zastąpić drugiego, na dowolnym stanowisku pracy, oczywiście bez uszczerbku na jakości wyrobów. Jest to wygodne na wypadek urlopu czy choroby. Co nas łączy? Panie redaktorze, oprócz więzów krwi – pasja do cukiernictwa, bez dyskusji…
Życie Regionu: W dzielnicy i okolicy mówi się otradycyjnym smaku bułek czy pączków z Państwa sklepiku firmowego, dosłownie takim jak przed laty. Co dokładnie oznacza określenie „tradycyjny”…
Bracia Kozłowscy: Założyciel firmy pracował na tak zwanych starych recepturach, to kluczowy element, by zachować dawne, proste standardy i smaki. Słowo receptura tym różni się od przepisu, że ten ostatni to ogólne wytyczne, a receptura to precyzyjne, wręcz aptekarskie dopieranie składników w tym przypadku w procesie pieczenia. W firmie korzystamy z nowinek technicznych, bo nie sposób z nich nie korzystać, ale stare, sprawdzone receptury to podstawa i klucz w zachowaniu jakości i tradycyjnych smaków. To firmowa cecha naszej ciastkarni i piekarni.
Życie Regionu: Gdyby przyszło panom porównać skład pieczywa, które wypiekane jest dla sieci handlowych, ze składem który używacie w Waszej piekarni, to na czym polegałyby różnice, bo zapewne są takowe…
Bracia Kozłowscy: Skład naszego pieczywa to proste, podstawowe składniki, takie jak mąka, woda, zakwas, sól, drożdże, oraz ewentualne dodatki ziaren. Oczkiem w głowie jest zakwas, który nadaje chlebowi głęboki smak, aromat i ułatwia trawienie, ale fermentuje długo, dzięki drożdżom i bakteriom. W pieczywie marketowym stosują zakwaszacz tj. uzyskiwany drogą przemysłową sypki proszek chemiczny, który tylko dosypuje się do składników i to zastępuje długi proces naturalnej fermentacji. Nieco polepsza pieczywo, ale nadal jest to produkt wytwarzany z mąki niskiej jakości.
Życie Regionu: Jak radzicie sobie z presją cenową dyskontów, które oferują wyroby odpiekane z mrożonego ciasta niewiadomego pochodzenia?
Bracia Kozłowscy: Robimy swoje, zdrowo i smacznie, tak jak umiemy najlepiej i kalkulujemy wyroby do sprzedaży z minimalną marżą. Nie mamy wpływu na decyzje sieci spożywczych i marketów. Ich decyzje – ich cennik, nie zwracamy na to uwagi. Prędzej czy później konsumenci zorientują się z jakimi wyrobami mają do czynienia w marketach, a z jakimi w małych, rodzinnych piekarniach. W mediach społecznościowych nagłaśniamy walory zdrowego, tradycyjnego pieczywa czy słodkości i chętnie rozmawiamy o tym z naszymi klientami w sklepiku firmowym. Uważamy, że rośnie w społeczeństwie świadomość tego co się jada.
Życie Regionu: Trwa czarna seria kłopotów branży piekarniczej w Niemczech. Dotyczy to dużych graczy. A czy nasze, krajowe ciastkarnie i piekarnie wytrzymają gwałtowny wzrost kosztów energii, surowców (mąka, cukier) oraz wynagrodzeń?
Bracia Kozłowscy: Dużym firmom trudniej przetrwać każdy kryzys, szczególnie obecny, gdy wszystkie koszty produkcji poszybowały w górę. My przez prawie czterdzieści lat naszej działalności doświadczyliśmy sporo różnych fal kryzysowych, ale zawsze przetrwaliśmy je. Dlaczego? Bo wiele prac wykonujemy samodzielnie, ramię w ramię jako bracia i jako właściciele, zaciskając wówczas pasa. To wielki atut firm rodzinnych, nie tylko sektora spożywczego.
Życie Regionu: Tajemnica dobrego pączka to…
Bracia Kozłowscy: Panie redaktorze, to nasza słodka tajemnica! Każda ciastkarnia ją zapewne ma, ale tak na poważnie… Jest kilka prawd i zasad, aby pączek był niezmiennie smaczny i zdrowy, jak przed laty. My od lat stosujemy te zasady, więc wyszczególnimy te podstawowe: nie oszczędzamy na surowcach; smażymy tylko na smalcu; używamy własnej konfitury, nie jakiegoś tam dżemu. No i wkładamy w to wszystko nasze serducha i cierpliwość. Tyle i aż tyle! Klienci to czują!
Życie Regionu: No właśnie…gdyby przyszło panom określić profil klienta, który systematycznie zagląda do sklepiku na Kaszubskiej 43, to jaki on jest…
Bracia Kozłowscy: Głównie to nasi sąsiedzi z przyległych ulic i znajomi, których wszystkich traktujemy prawie jak swoją rodzinę. Coraz więcej osób trafia do naszego sklepiku z poleceń. To miłe i budujące, gdy wchodzi ktoś i powołuje się na swoich bliskich, którzy ceniąc nasze wyroby polecają je innym. Nie zabiegamy o permanentne reklamowanie naszych wyrobów. Staramy się jedynie o aktywność w mediach społecznościowych, taki znak czasu. Dobrze, że Czytelnicy Życia Regionu też o nas dowiedzą się…
Życie Regionu: Muszę zapytać o niespodzianki jakie szykujecie panowie na Tłusty Czwartek. Czy to wielka, niezliczona ilość pączków, a może jakieś promocje i zachęty przy hurtowych zakupach?
Bracia Kozłowscy: Tu pana zaskoczymy, panie redaktorze. Zamiast promocji i sztucznych zachęt, jedyną naszą niespodzianką, a raczej postanowieniem jest to, by pracować dzień i noc, aby pączków wystarczyło dla wszystkich chętnych, oraz tak ogarnąć organizację pracy w tym nie łatwym dla nas czasie, aby skrócić czas oczekiwania klienta na zamówioną ilość słodkości. Czas to pieniądz, my o tym doskonale wiemy i aby zadowolić spieszących się i zagonionych życiem klientów – przyspieszymy! Proszę nam wierzyć, to wielkie wyzwanie pod koniec karnawału!
Życie Regionu: Jest jakieś przysłowie na Tłusty Czwartek, takie specjalne, dla Czytelników Życia Regionu, oczywiście o pączkach…
Bracia Kozłowscy: Jest jedno, które rozgrzesza każdego łasucha:
„Niech każdy zje ile zdoła i o więcej ciągle woła!”
Dziękuję panom za rozmowę Jerzy Skrzynecki
























