Weronika Zielińska-Wilczyńska to artystka, która śpiewa od ponad 20 lat. W krótkiej rozmowie opowiedziała nam o swojej drodze zawodowej, o fascynacji muzyką retro oraz o… latynoskiej krwi, która podobno płynie w jej żyłach.
Życie Regionu: Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że muzyka będzie ważną częścią Twojego życia?
Weronika Zielińska-Wilczyńska: To zaczęło się już w dzieciństwie. Pochodzę z rodziny, w której muzyka grała ważną rolę. Moi dziadkowie śpiewali i grali na instrumentach, mój tata z siostrą także śpiewali w zespołach. W naszym domu muzyka zawsze była obecna w dużym stopniu, sporo rozmawiało się na temat piosenek, ich treści, wykonawców i ich stylu.
Ja wieczorami, jako mała dziewczynka, organizowałam „koncerty”, śpiewając fonetycznie utwory w różnych językach, trzymając w ręce dezodorant albo skakankę, które służyły wówczas jako mikrofon. Potem w szkole podstawowej zaczęło to ewoluować, stało się nieodłącznym elementem mojego życia i tak jest do dziś.
W szkole zaczęły się występy, udział w konkursach piosenki, poszłam także do szkoły muzycznej.
ŻR: Śpiewasz w wielu językach – który repertuar jest Ci najbliższy emocjonalnie?
W Z-W: Na pewno każdy z tych repertuarów jest zupełnie inny, natomiast najchętniej sięgam po utwory polskie, które są łącznikiem – takim bezpośrednim – między mną a publicznością i odbiorcami. Rozumiemy się, każde słowo jest czytelne. Natomiast jeśli chodzi o utwory śpiewane w językach obcych, to myślę, że jednak hiszpańskojęzyczne są mi najbliższe.
Od dziecka słuchałam muzyki i wykonawców pochodzących np. z Meksyku, uczyłam się tych piosenek z zapałem. Oglądając wówczas popularne telenowele, zapamiętywałam fragmenty piosenek, aby potem móc je odszukać i często wchodziły do mojego repertuaru. Tak jest do dziś.
Niejednokrotnie słyszałam, że w moich żyłach płynie latynoska krew, z czym absolutnie się zgadzam i rzeczywiście te charakterystyczne rytmy są mi bardzo bliskie.
ŻR: Skąd wzięła się Twoja fascynacja muzyką włoską i latynoską?
W Z-W: Włoska muzyka pojawiła się w momencie pierwszych wyjazdów na zagraniczne festiwale piosenki. Poznałam fantastycznych ludzi, w tym kompozytorów, z którymi współpraca trwa do dziś. Śpiewam ich utwory i mamy cały czas kontakt ze sobą.
Niedawno brałam udział w jednym z festiwali na Sycylii, wykonując utwór C’è un male che non sai, napisany właśnie na tę okazję przez włoskiego kompozytora. Zdobyłam pierwsze miejsce, a nagrodą był udział w warsztatach w San Remo.
W moim repertuarze sporo jest włoskich utworów i to niekoniecznie tych najbardziej popularnych, sztampowych. Szukam często czegoś mniej znanego, z czym słuchacze jeszcze się tak nie osłuchali.
ŻR: Jak wspominasz udział w programie Szansa na sukces?
W Z-W: Szansa na sukces to wielkie wydarzenie w moim życiu, spełnienie jednego z większych muzycznych marzeń. Cieszę się nie tylko ze względu na sam udział w programie, ale także na to, jaki repertuar było mi dane wykonywać.
Odcinek, w którym brałam udział, poświęcony był repertuarowi Mieczysława Fogga. Było to dla mnie swego rodzaju wyzwanie – zadanie, do którego podeszłam z ogromną pokorą i jednocześnie entuzjazmem. Na samą myśl o tej przygodzie śmieje mi się twarz.
Pamiętam, kiedy zadzwonił telefon i pani zaprosiła mnie do programu. W programie zdobyłam pierwsze wyróżnienie, ale – jak się okazało – na tym się nie skończyło. Nawiązała się współpraca między mną a prawnukiem Mieczysława Fogga, panem Michałem, który zaprosił mnie do udziału w Festiwalu Retro, oraz udało mi się zagrać koncert poświęcony pamięci Mieczysława Fogga. Planujemy kolejne przedsięwzięcia.
Jestem fanką wszystkiego, co retro – i to retro w duszy mi gra, bezapelacyjnie.
ŻR: Czy są artyści, którzy szczególnie ukształtowali Twój styl śpiewania?
W Z-W: Jest wielu artystów, którzy zapewne wpłynęli na mnie muzycznie, na moją wrażliwość muzyczną, stali się też technicznie wzorem do naśladowania. Na pewno są to: Edyta Geppert, Irena Santor, Zbigniew Wodecki, Krystyna Prońko.
Ale są też muzycy i wokaliści, do których wracam z ogromnym sentymentem, ze względu na dzieciństwo, kiedy słuchałam ich utworów. To na pewno Budka Suflera, De Mono, Varius Manx czy Edyta Bartosiewicz i wielu innych.
Bezustannie cenię charyzmę i wokal Krzysztofa Cugowskiego, Małgorzaty Ostrowskiej czy świętej pamięci Kory Jankowskiej, ale uwielbiam też wrażliwość Alicji Majewskiej, styl Anny Jantar czy Grażyny Łobaszewskiej.
Wielkim wzorem były dla mnie zawsze też Edyta Górniak czy Justyna Steczkowska. Każdy z artystów wniósł zapewne coś dobrego do mojego artystycznego świata, każdy uczestniczy też gdzieś w mojej drodze muzycznej.
ŻR: Ostatnio można było Cię oglądać w występie artystyczno-kabaretowym w Częstochowie. Jak tam trafiłaś i jak wspominasz to wydarzenie?
W Z-W: Zgadza się, w lutym miałam ogromną przyjemność być częścią artystycznego spotkania zatytułowanego „Kochanki, momenty i krotochwile”.
Występowałam wśród wspaniałych aktorek, muzyków – ludzi, którym bliska jest sztuka: muzyka, teatr oraz inteligentny humor. Zostałam cudownie przyjęta i dziękuję za możliwość dzielenia sceny z takimi osobami.
Zaproszenie otrzymałam od Roberta Dorosławskiego oraz Cezarego Wosińskiego. Wspaniałe doświadczenie i liczę na więcej.
ŻR: Jakie masz najbliższe plany związane ze swoją karierą muzyczną?
W Z-W: Obecnie jestem już szósty rok uczestnikiem Studia Piosenki Metro, gdzie szlifuję swój warsztat, gdzie również spotkałam świetnych ludzi, z którymi łączy nas cudowna więź.
W ramach uczestnictwa dane mi było wystąpić na scenie Teatru Buffo czy nagrać wspólnie utwór przy akompaniamencie mistrza Janusza Stokłosy. To kolejne moje marzenia z dzieciństwa, które udało się spełnić. Na samą myśl zawsze się wzruszam i czuję ogromną wdzięczność oraz radość w sercu.
Teatr Buffo i jego założyciele to ogromne autorytety w świecie artystycznym. Już jako dziecko słyszałam o musicalu Metro, jego wartości, innowacyjności i wyjątkowości. Po latach okazuje się, że gdzieś tam sobie krążę blisko tych znamienitych osób.
ŻR: Dziękujemy za rozmowę i życzymy samych sukcesów na drodze zawodowej!
W Z-W: Dziękuję również i pozdrawiam czytelników „Życia Regionu”.
Mat. Adrian Jabłoński Fot. Archiwum prywatne



























