Przez ponad dwie dekady do częstochowskiego „Ekonomika” przyjeżdżają największe osobowości polskiej kultury, muzyki, filmu, mediów i życia społecznego. Artyści, aktorzy, dziennikarze, lekarze i ludzie, którzy potrafią inspirować innych, spotykali się tu z młodzieżą w ramach wyjątkowego projektu „Kontrolowane gadu-gadu”.
Pomysłodawcą i gospodarzem tych spotkań jest dyrektor szkoły Maciej Trzmiel. W rozmowie z „Życiem Regionu” opowiada o kulisach organizacji wydarzeń, emocjach, które towarzyszyły spotkaniom z wybitnymi gośćmi oraz o tym, dlaczego szkoła powinna być miejscem nie tylko nauki, ale przede wszystkim wychowania i budowania wrażliwości.
Życie Regionu: Skąd wziął się pomysł na „Kontrolowane gadu-gadu”?
Maciej Trzmiel: Ponad 22 lata temu doszliśmy do wniosku, że szkoła musi dawać młodym ludziom coś więcej niż tylko wiedzę z podręczników. Chcieliśmy stworzyć przestrzeń do rozmowy o życiu, wartościach, emocjach, odpowiedzialności i relacjach z drugim człowiekiem. Wiedzieliśmy też, że czasem młodzież bardziej wsłucha się w słowa osoby znanej, cenionej i podziwianej niż w głos nauczyciela czy rodzica.
Początkowo miałem mnóstwo wątpliwości. Bałem się, jak to wszystko będzie wyglądało, czy młodzież dobrze przyjmie takie spotkania, czy zaproszeni goście odnajdą się w szkolnej rzeczywistości. Chciałem jednak, aby osoby, które do nas przyjeżdżają, były dla uczniów drogowskazem. Nie po to, by kogokolwiek nawracać na jedyny słuszny sposób myślenia, ale żeby pokazywać różne życiowe drogi i doświadczenia.
Życie Regionu: Kto był pierwszym gościem?
Maciej Trzmiel: Ojciec Leon Knabit. To było ogromne przeżycie. Przyznam, że namawianie go do przyjazdu trwało półtora roku. Kiedy w końcu się udało, okazało się, że było warto czekać. Ojciec Leon od pierwszych chwil stworzył niesamowitą atmosferę. Podchodził do młodzieży, rozmawiał z każdym, żartował, zwracał uwagę na drobiazgi. Uczniowie byli pod ogromnym wrażeniem jego serdeczności i naturalności.
Właśnie wtedy narodził się też pomysł odciskania dłoni naszych gości. Dzisiaj to już tradycja. Każda osoba zostawia po sobie ślad – dosłownie i symbolicznie. Dla młodych ludzi to znak, że spotkali kogoś wyjątkowego, a dla nas pamiątka, która buduje historię szkoły.
Życie Regionu: Te spotkania są bardzo spontaniczne.
Maciej Trzmiel: I chyba dlatego działają. Nigdy nie lubiłem sztywnych scenariuszy. Oczywiście przygotowujemy się organizacyjnie, ale samo spotkanie jest żywym organizmem. Trzeba obserwować młodzież, reagować na emocje, czasem rozładować napięcie żartem albo muzyką.
Ja zawsze powtarzam, że jestem bardziej moderatorem niż prowadzącym. Muszę pilnować czasu, atmosfery i tego, by rozmowa była autentyczna. Młodzi ludzie bardzo szybko wyczuwają fałsz. Jeżeli ktoś przychodzi do szkoły i gra rolę, oni to natychmiast zauważą.
Życie Regionu: Według jakiego klucza wybiera Pan gości?
Maciej Trzmiel: Nie mam gotowego schematu. Kieruję się intuicją, emocjami i tym, czy dana osoba niesie ze sobą jakąś wartość. To często ludzie, których sam podziwiam albo których wypowiedzi dają mi do myślenia.
Nigdy nie chodziło o celebryctwo. Ważniejsze było dla mnie to, czy ktoś potrafi opowiedzieć o swoim życiu uczciwie i szczerze. Czy umie powiedzieć młodym ludziom coś ważnego o pracy, pasji, porażkach i odpowiedzialności.
Największą satysfakcję mam wtedy, kiedy po spotkaniu uczeń podchodzi i mówi: „Dziękuję za tę lekcję życia” albo „To było ważne”. Wtedy wiem, że to ma sens.
Życie Regionu: W projekcie pojawia się też bardzo dużo tematów związanych ze zdrowiem, a także hejtem.
Maciej Trzmiel: Bo to są dziś ogromne problemy. Młodzi ludzie żyją pod wielką presją. Tempo życia jest ogromne, dochodzą media społecznościowe, internet, ciągłe porównywanie się do innych.
Dlatego zapraszamy osoby, które potrafią mówić o zdrowiu fizycznym i psychicznym. Mieliśmy lekarzy, psychologów, ludzi, którzy sami przeszli przez trudne doświadczenia. I wiem, że te spotkania naprawdę pomagają.
Pamiętam telefon od mamy jednej z uczennic. Zadzwoniła i zapytała, czy jej córka z pierwszej klasy również będzie mogła uczestniczyć w projekcie. Wyczułem w tym pytaniu ogromną troskę i bezradność. Rodzice często sami nie wiedzą, jak rozmawiać z dziećmi o współczesnych zagrożeniach.
Dużo mówimy też o hejcie. O tym, że słowa potrafią ranić. Dzisiaj bardzo łatwo jest ocenić drugiego człowieka, skrytykować go anonimowo w internecie. A przecież każdy z nas popełnia błędy.
Ja zawsze powtarzam młodzieży jedną rzecz: szkoła jest miejscem, w którym można się pomylić. Ważne jednak, by umieć wyciągać z błędów wnioski i nie powtarzać ich drugi raz.
Życie Regionu: Zdarzało się, że organizacja takich spotkań była szczególnie trudna?
Maciej Trzmiel: Bardzo często. Ludzie widzą efekt końcowy – pełną salę, znanego gościa i atmosferę wydarzenia. Natomiast mało kto wie, ile pracy, cierpliwości i rozmów stoi za każdym spotkaniem.
Czasami negocjacje trwały wiele miesięcy, a nawet lat. Najlepszym przykładem jest Dorota Wellman. Rozmawialiśmy przez dziewięć lat. Śmiała się później ze sceny, że już nie mogła ode mnie uciec, bo co chwilę widziała telefon od „Trzmiela”. Ale właśnie w tym wszystkim najważniejsza jest cierpliwość i konsekwencja.
Ja nigdy nie obrażam się, kiedy ktoś odmawia albo mówi: „To jeszcze nie ten moment”. Po prostu próbuję ponownie za jakiś czas. Czasem ktoś zapomina oddzwonić, czasem życie pisze inny scenariusz, a czasem po latach nagle słyszę: „Dobrze, przyjadę”.
Myślę, że ci ludzie wyczuwają też autentyczność. Wiedzą, że nie chodzi o tani rozgłos czy promocję szkoły, tylko o prawdziwe spotkanie z młodzieżą. I może właśnie dlatego tak wiele osób zgadzało się do nas przyjeżdżać.
Życie Regionu: Czy młodzież potrafi jeszcze słuchać takich rozmów?
Maciej Trzmiel: Tak, choć trzeba umieć do niej dotrzeć. Dzisiejszy świat jest bardzo szybki. Młodzi ludzie są przebodźcowani, żyją telefonem, internetem i mediami społecznościowymi. Dlatego tak ważne jest stworzenie przestrzeni, w której można na chwilę się zatrzymać.
Najpiękniejsze jest to, że po spotkaniach często ustawiają się kolejki po autografy i zdjęcia, ale później zaczynają się rozmowy. Ktoś wraca do klasy i mówi o tym, co usłyszał. Ktoś inny zaczyna inaczej patrzeć na swoje życie.
Pamiętam wiele sytuacji, kiedy uczniowie po spotkaniu podchodzili do mnie wzruszeni. Niektórzy dziękowali za konkretne słowa, inni mówili, że po raz pierwszy usłyszeli od dorosłego człowieka tak szczerą opowieść o porażkach, samotności czy kryzysach.
I właśnie wtedy widzę sens tego projektu. Bo szkoła nie może być tylko miejscem przekazywania wiedzy. Ona musi uczyć człowieczeństwa.
Życie Regionu: Które spotkania zapadły Panu najmocniej w pamięć?
Maciej Trzmiel: Każde było ważne, ale są takie, które zostają w człowieku na zawsze. Dla mnie szczególne miejsce zajmuje znajomość z Romualdem Lipko z Budki Suflera.
To zaczęło się zupełnie przypadkowo. Zdobyłem do niego numer telefonu i zadzwoniłem. Byłem zwykłym człowiekiem ze szkoły w Częstochowie, a po drugiej stronie słuchawki odezwał się wielki artysta. Później przeszliśmy na „ty”, rozmawialiśmy regularnie, utrzymywaliśmy kontakt.
Romek dawał mi ogromne wsparcie. Kiedy zaproponowałem koncert Budki Suflera w szkolnej sali gimnastycznej z okazji 60-lecia szkoły, zgodził się właściwie od razu. To było coś nieprawdopodobnego. Sala była wypełniona po brzegi. Ludzie nie wierzyli, że taki koncert może odbywać się w szkole.
Pamiętam moment, kiedy Krzysztof Cugowski wszedł na scenę i zaśpiewał „Znowu w życiu mi nie wyszło”. Wszyscy mieli ciarki. To był koncert charytatywny. Zespół nie wziął za niego ani złotówki, a my podczas wydarzenia licytowaliśmy pamiątki przekazane przez wcześniejszych gości i zbieraliśmy pieniądze na ratowanie życia dziecka.
Do dziś pamiętam też ostatni telefon od Romka. Zadzwonił po świętach Bożego Narodzenia. Był już wtedy bardzo chory. Rozmawialiśmy krótko, ale ta rozmowa została ze mną do dziś.
Życie Regionu: Lista gości robi ogromne wrażenie, jest na niej wiele znanych nazwisk.
Maciej Trzmiel: To prawda, bo przez te lata odwiedziło nas wiele niezwykłych osób. Byli między innymi Zbigniew Hołdys, Grzegorz Markowski, Iza Trojanowska, Krzysztof Kolberger, Daniel Olbrychski, Dorota Wellman, Jerzy Bralczyk, Jerzy Stuhr czy Filip Bajon.
Każdy z tych ludzi zostawił po sobie coś wyjątkowego. Czasem była to książka z dedykacją, czasem scenopis, płyta, koszulka albo osobista pamiątka. Później te przedmioty trafiały na licytacje charytatywne.
Bardzo wzruszające było dla mnie spotkanie ze Zbigniewem Hołdysem. Przyjechał do nas dwa razy. Za drugim razem udało się przygotować niespodziankę nawet dla Budki Suflera. Nikt poza mną i jego synem nie wiedział, że pojawi się podczas jubileuszowego spotkania. Kiedy wszedł do sali, wszyscy byli w szoku.
Takich emocji nie da się wyreżyserować.
Życie Regionu: Goście chyba bardzo dobrze czują się w szkole?
Maciej Trzmiel: Myślę, że tak, bo wszystko jest prawdziwe. Nie ma tu sztuczności. Ci ludzie widzą autentyczne zainteresowanie młodzieży.
Zresztą często okazuje się, że osoby znane z telewizji są niezwykle skromne i serdeczne. Młodzi ludzie mają szansę zobaczyć ich z zupełnie innej strony. Bez kamer, bez medialnego blichtru.
To dla uczniów ogromna lekcja. Mogą zobaczyć, że sukces nie musi oznaczać pychy, że można być wielkim artystą czy aktorem i jednocześnie pozostać zwyczajnym człowiekiem.
Życie Regionu: Te spotkania są zamknięte dla osób z zewnątrz, prawda?
Maciej Trzmiel: Tak, bo zależy nam na wyjątkowej atmosferze i bezpieczeństwie. To nie są imprezy masowe. Uczestniczą w nich uczniowie, nauczyciele, pracownicy szkoły i przyjaciele „Ekonomika”.
Co ważne, młodzież wcześniej nie wie, kto będzie gościem. To zawsze niespodzianka. Chcemy, żeby udział w tych wydarzeniach był pewnego rodzaju wyróżnieniem i częścią życia szkoły.
Zawsze powtarzam uczniom: jeżeli jesteście częścią tej społeczności, angażujecie się i jesteście obecni w szkole, to właśnie wtedy możecie przeżywać takie chwile.
Życie Regionu: Po tylu latach nadal ma Pan energię do organizowania kolejnych spotkań?
Maciej Trzmiel: Mam, choć oczywiście czasem brakuje sił. Ale później wydarza się coś, co znowu daje energię.
Niedawno odezwał się do mnie absolwent z Kalifornii. Napisał, że do dziś pamięta spotkania w „Ekonomiku” i że bardzo wpłynęły na jego życie. W takich momentach człowiek rozumie, że to wszystko miało sens.
Bo szkoła nie kończy się na ocenach i egzaminach. Szkoła powinna zostawiać ślad w człowieku. Uczyć wrażliwości, szacunku i otwartości na drugiego człowieka.
Ja naprawdę wierzę, że warto robić rzeczy z sercem. Tylko wtedy można poruszyć innych ludzi.
Życie Regionu: I chyba właśnie dlatego ten projekt trwa już tyle lat.
Maciej Trzmiel: Być może. Ja po prostu kocham to, co robię. I chyba młodzież to czuje.
Dla takich chwil naprawdę warto żyć.
Fot. Marek Tęcza



















