Norwid dzisiaj rozegra ostatnie spotkanie w tym roku kalendarzowym. Był to rok pełen wzlotów i upadków. Rozpoczął się znakomitymi występami w poprzednim sezonie i awansem do ¼ finału Pucharu Polski oraz do czołowej ósemki PlusLigi. Druga połowa roku to jednak pasmo porażek i rozczarowań. Wiele się działo w klubie, nie brakowało małych i dużych rewolucji, ale ostatnie zwycięstwo z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle może napawać optymizmem. Dziś o 17:30 po drugiej stronie siatki stanie Energa Trefl Gdańsk.
NIEOBLICZALNA DRUŻYNA NA DRODZE NORWIDA
Gdańszczanie w tym sezonie mają bardzo ciekawy skład i bardzo odważnie pukają do bram czołowej ósemki. Na ten moment zajmują właśnie 8 miejsce, wyprzedzając o 2 punkty ZAKSĘ. W 12 spotkaniach zanotowali 7 zwycięstw i 5 porażek. Ostatnio w bardzo dobrym stylu pokonali rewelację tego sezonu – Skrę Bełchatów aż 3:0, a kilka dni temu ulegli Jastrzębskiemu Węglowi 1:3 w meczu wyjazdowym. Podstawową armatą drużyny Mariusza Sordyla jest atakujący Aliaksei Nasevich, który ma już na swoim koncie występy w reprezentacji Polski. 22-latek zdobywa w tym sezonie blisko 19 punktów na mecz, a jego najlepszym indywidualnym występem było spotkanie przeciwko Resovii, gdy zdobył aż 31 punktów. Trefl jest bardzo dobrze zbilansowany, zabezpieczył sobie linię przyjęcia, o które dbają Piotr Orczyk, Tobias Brand oraz libero Voitto Köykkä. Kapitanem drużyny jest Moustapha M’Baye, który tworzy parę środkowych wraz z powracającym do gry Piotrem Nowakowski. Na rozegraniu władze Trefla postawiły na Amerykanina Josepha Worsleya.
Wśród naszych dzisiejszych rywali nie brakuje starych dobrych znajomych. W Gdańsku występują dwaj byli przyjmujący Norwida: Rafał Sobański oraz Damian Kogut, a także środkowy Mariusz Schamlewski, który pod Jasną Górą występował przez rok. Warto również pamiętać, że w biało-zielonych barwach AZS-u Częstochowa występowali kiedyś M’Baye oraz Nowakowski.
UDANIE ZAKOŃCZYĆ ROK
W ostatnich meczach pod wodzą Travicy widać już pierwsze pozytywne zmiany, a środowa wygrana nad ZAKSĄ z pewnością dodała więcej wiary samym zawodnikom. Ogromnym zaskoczeniem było pojawienie się w wyjściowej szóstce Tomasza Kowalskiego i jak się okazało… widocznie tego potrzebowała drużyna w tym czasie. Więcej precyzji niż szaleństwa, to zdało egzamin. W swoim żywiole był Patrik Indra, który zasłużenie dostał statuetkę MVP, a wreszcie bardzo solidne zawody rozegrał Milad Ebadipour. Dzięki tej wygranej Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa wydostał się z ostatniego miejsca w tabeli. Do ósmej lokaty, dającej prawo do gry o medale, brakuje wciąż dużo, bo aż 10 punktów, ale już dziś można odrobić nawet 3 punkty!
Nie możemy jednak zbyt daleko wybiegać w przyszłość, miniony sezon pokazał, że w tej drużynie drzemie ogromny potencjał. Jeśli tylko uporają się z własnym słabościami, to możemy być spokojni o ligowy byt. Czy możemy na coś więcej liczyć po tak słabym starcie? W sporcie jak to w sporcie, wszystko jest możliwe.
Fot. Tomasz Wójciak
























