ZIMNY PRYSZNIC W GORZOWIE – (relacja)

Nie tak wyobrażaliśmy sobie początek rundy rewanżowej Betclic 3. Liga. Wyjazd do Gorzowa miał być sygnałem, że Skra Częstochowa wraca do gry z nową energią. Zamiast tego dostaliśmy bolesne 0:5 z Wartą Gorzów. I nie ma co pudrować – to był ciężki dzień dla wszystkich związanych ze Skrą.

Od pierwszych minut było widać, że gospodarze są nakręceni. My jeszcze próbowaliśmy poukładać pressing i złapać rytm, a oni już weszli nam w pole karne z pełnym impetem. Szybka akcja, prostopadłe podanie i Krystian Rybicki otworzył wynik. Chwila nieuwagi, spryt rywala i było 1:0. Najgorszy możliwy scenariusz na start.

Nie można powiedzieć, że nasi zawodnicy schowali głowy w piasek. Próbowaliśmy grać swoje, utrzymywać się przy piłce, wywalczyliśmy kilka stałych fragmentów. Po jednym z nich zakotłowało się w polu karnym rywali, ale zabrakło szczęścia. Strzał Noconia z dystansu? Odważna decyzja – szkoda, że nie wpadło.

Kluczowy moment przyszedł około 30. minuty. Faul przed polem karnym, sędzia Kamil Bzdziel bez wahania pokazuje czerwoną kartkę Bartłomiejowi Zielińskiemu. Od tej chwili graliśmy pod ogromną górkę. Ponad godzina w dziesiątkę przeciwko rozpędzonej Warcie – to musiało kosztować masę sił.

Jeszcze przed przerwą Rybicki dołożył drugiego gola, sprytnie lobując naszego bramkarza. 2:0 i świadomość, że w szatni trzeba będzie szukać nie tylko taktyki, ale i mentalnego resetu.

Trener Dariusz Klacza zareagował odważnie. Po przerwie postawiliśmy wszystko na jedną kartę – zmiany, więcej agresji, wysoki pressing mimo osłabienia. I przez moment naprawdę wyglądało to obiecująco. Była energia, była wiara, było kilka groźniejszych prób z dystansu.

Niestety, ryzyko ma swoją cenę. Najpierw ostrzeżenie – Krocz przestrzelił w dobrej sytuacji. Chwilę później Rybicki znów narobił problemów, wywalczył rzut karny, a Dominik Siwiński podwyższył na 3:0. Warszakowski był blisko, wyczuł kierunek, ale strzał był perfekcyjny.

Potem Warta już tylko wykorzystała nasze odkryte karty. Wysoki odbiór, szybka akcja i Mateusz Kaczmarek na 4:0. Na koniec Oliwier Niklas ustalił wynik na 5:0.

Fot. Tomasz Wójciak

Udostępnij:

Facebook
Twitter
X
LinkedIn
Search

Najbardziej Popularne

Partnerzy relacji sportowych:
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.