To nie będzie łatwy wieczór. W Krono-Plast Włókniarz Częstochowa nikt nie zamierza się jednak poddawać jeszcze przed pierwszym biegiem. Choć eksperci skreślają ich już na starcie, w drużynie spod Jasnej Góry czują, że mogą coś udowodnić — nawet jeśli jadą na bardzo trudny teren. Podopieczni Mariusza Staszewskiego dziś o godzinie 18:00 rozpoczną tegoroczny sezon PGE Ekstraligi.
Wyjazd do Leszna na mecz z Fogo Unia Leszno to dla nich prawdziwy test charakteru. Tor gospodarzy? Podobno jeszcze bardziej „pod nich” niż wcześniej. Do tego wracają do ligi na fali entuzjazmu i z konkretnymi nazwiskami w składzie.
Włókniarz przeszedł sporą przemianę i w składzie pojawiło się kilku nowych zawodników. Rohan Tungate i Jaimon Lidsey mają ciągnąć wynik, Jakub Miśkowiak wraca, żeby coś sobie i innym udowodnić, a młodsze ogniwa też będą chciały dorzucić swoje. To nie jest skład, który położy się na torze – przynajmniej w teorii.
Problem? Brak lidera z prawdziwego zdarzenia, takiego pewniaka na 10+ punktów co mecz. I to może zaboleć najbardziej, zwłaszcza na wyjeździe, gdzie każdy błąd kosztuje podwójnie.
W Lesznie wszyscy mówią o pewnym zwycięstwie gospodarzy. Padają nawet teksty o jednostronnym widowisku. Tyle, że Włókniarz nie ma nic do stracenia — a to czasem bywa najgroźniejsze.
Jeśli tylko złapią dobry start i nie pogubią się na nowej nawierzchni, mogą napsuć krwi rywalom bardziej, niż ktokolwiek się spodziewa. A wtedy ten mecz przestanie być „formalnością” i zrobi się z tego całkiem ciekawa historia. Oby.
Fot. Tomasz Wójciak
























