Speedrower to sport wymagający nie tylko świetnej kondycji, ale także ogromnej determinacji i charakteru. O pasji, początkach kariery, sukcesach, porażkach oraz kulisach jazdy w Polsce i za granicą rozmawiamy z Damianem Natońskim. To historia zawodnika, dla którego speedrower jest nie tylko sportem, ale także sposobem na życie.
Życie Regionu: Na początek klasyczne pytanie – jak zaczęła się Twoja przygoda ze speedrowerem?
Damian Natoński: Moja przygoda ze speedrowerem zaczęła się w 2008 roku. Kilka lat wcześniej jeździliśmy z kolegami na osiedlowych torach i bawiliśmy się w żużlowców. Na dzielnicy Północ w Częstochowie mieliśmy kilka takich torów, które sami własnoręcznie zbudowaliśmy. Najczęściej startowaliśmy jednak na boisku przy ulicy Pużaka. Pewnego dnia jeździliśmy mecz i podjechało do nas dwóch chłopaków – Piotr Banasiak oraz śp. Adam Pabin – którzy wówczas jeździli już na speedrowerze w drużynie Lwy Chłodnia Częstochowa. Zaprosili nas na trening na profesjonalnym torze przy ulicy Starzyńskiego. Dla nas, młodych chłopców, było to coś wyjątkowego – potrenować z pierwszą drużyną, która walczyła już na arenach ogólnopolskich. Początkowo z zaproszenia skorzystał mój przyjaciel Sebastian Paruzel, który po dwóch treningach dostał już profesjonalny sprzęt. Pamiętam, jak nas wówczas wszystkich wyprzedzał. Przede wszystkim pokazał nam inną technikę startu z tzw. „nóżki”. Seba zabrał mnie ze sobą na trening, bardzo mi się spodobało i tak zostałem po dziś dzień.
ŻR: Skoro wspominasz początki, to czy pamiętasz swój pierwszy trening i pierwszy mecz?
DN: Oczywiście, pamiętam doskonale. Gdy przyjechałem na tor, byłem najmłodszym uczestnikiem treningu. Miałem 12 lat, a chłopcy mieli po szesnaście, a nawet dwadzieścia parę lat. Czułem się dość dziwnie, ale bardzo uważnie podglądałem jazdę starszych kolegów i starałem się odwzorowywać ich technikę. Dostałem jakiś rower, który był zdecydowanie za duży na mnie. Nie było niestety mniejszego – ledwo dosięgałem nogami do ziemi, lecz zbytnio mi to nie przeszkadzało. Na moim pierwszym treningu było około 20 osób. Jako najmłodszy musiałem czekać na swoją kolej i tak naprawdę jeździłem tylko przez chwilę, kiedy starsi zawodnicy odpoczywali. I tak byłem bardzo zadowolony, że w ogóle tu jestem. Zamiatałem i polewałem tor – to była frajda za dzieciaka. Potem podczas zawodów machałem flagami, pokazując, ile zostało okrążeń do końca wyścigu. Kilka treningów i przyszedł czas na pierwsze zawody.
Pierwsze zawody odjechałem na nieistniejącym już torze w Krośnie. Pamiętam swój dokładny wynik. Rewelacji nie było, ponieważ przyjeżdżałem cały czas ostatni, choć raz udało mi się przyjechać jako trzeci. Zdobyłem 5 punktów w 4 startach. Oczywiście byłem najmłodszy ze wszystkich uczestników meczu i musiałem ścigać się z zawodnikami starszymi o kilka lat. Kiedyś nie było zbyt wielu zawodów w mojej kategorii wiekowej, więc musiałem jeździć ze starszymi, ale dzięki temu dostałem lekcję prawdziwego speedrowera, która wiele mnie nauczyła. Mogłem podpatrywać takich zawodników jak Tomek Włodarczyk, Daniel Ordon, Paweł Szychalski, Konrad Piętak czy Dominik Rycharski – medalistów Mistrzostw Polski i Świata. Z ciekawostek dodam, że podczas pierwszego wyjazdu dostawało się wówczas „pasowanie”. Dostałem tyle pasów, ile zrobiłem punktów, a że zrobiłem mało, to dostałem podwójnie. To były piękne czasy, które teraz wyglądają zupełnie inaczej. Cieszę się, że mogłem tego doświadczyć.
ŻR: W Twojej karierze było już wiele startów – które zawody były dla Ciebie najważniejsze?
DN: Wszystkie zawody tak naprawdę są ważne. Zawsze staram się z każdych zawodów wyciągnąć wnioski – zarówno pozytywne, jak i negatywne. Niezależnie od tego, czy są to zawody rangi Mistrzostw Świata, Polski czy zawody okręgowe, daję z siebie 100%. Wychodzę z założenia, że z każdym zawodnikiem można wygrać i przegrać, bez względu na klasę rywala, o czym przekonałem się już nieraz. Natomiast jeśli mówimy o zawodach, które najbardziej zapadły mi w pamięci, to półfinał Mistrzostw Świata na torze w Le Favre w Australii, gdzie udało mi się wywalczyć awans do wielkiego finału. Co prawda jako zawodnik rezerwowy, ale byłem w tej elitarnej stawce osiemnastu najlepszych zawodników świata, z czego jestem dumny.
ŻR: A gdybyś miał wskazać największy sukces i największą porażkę w swojej karierze?
DN: Największymi sukcesami były bez wątpienia wszystkie medale Mistrzostw Polski. Dwa tytuły Drużynowych Mistrzostw Polski – w 2016 roku z Częstochową oraz z Omegą Ostrów w 2025 roku. Do tego Mistrzostwo Polski Par Klubowych Młodzieżowców w 2020 roku (do lat 23) oraz Wicemistrzostwo Polski Par Klubowych 2020 w kategorii open. Każdy sukces smakował inaczej i wyjątkowo na swój sposób. Największą porażką były natomiast finały Indywidualnych Mistrzostw Polski w 2022 roku na torze w Poczesnej. Przed ostatnią serią startów miałem punkt straty do prowadzącego Pawła Kozłowskiego z Gniezna. Wystarczyło mi tylko przyjechać na trzeciej pozycji i miałbym upragniony medal. Niestety sprawdził się najgorszy scenariusz – przyjechałem ostatni i z drugiego miejsca spadłem na szóste. To była moja największa porażka, która siedziała w mojej głowie przez bardzo długi czas.
ŻR: Startowałeś również za granicą – czym różni się speedrower w Polsce i w innych krajach?
DN: Jest zdecydowana różnica pomiędzy jazdą w Anglii a jazdą w Polsce. Miałem okazję startować regularnie na Wyspach w drużynie Sheffield Stars w 2021 i 2022 roku. Po pierwsze, tory angielskie są bardzo dobrze ułożone, „wygłaskane”, że tak to ujmę. Nawierzchnia na większości owalów jest świetnie ubita, co sprawia, że można rozwinąć większą prędkość podczas biegu. W czasie wyścigu dzieje się naprawdę sporo. Sędziowie pozwalają tam na znacznie ostrzejszą i bardziej agresywną jazdę. W Polsce sędziowie mają swoje wytyczne i starają się trzymać polskiego regulaminu. Jest to trochę zgubne, ponieważ gdy jedziemy do Anglii na Mistrzostwa Europy czy Świata, musimy przestawić się na inne zasady. Wracając jeszcze do torów – polskie tory są bardziej sypkie, dziurawe, robią się koleiny, lecz jesteśmy już do tego przyzwyczajeni. W Wielkiej Brytanii, podobnie jak w Australii, nie ma też takiej presji związanej z wynikiem. U nas czuć ciśnienie na sukces wśród mediów, działaczy czy sponsorów. Tam natomiast wszystko jest robione na luzie. Pamiętam zawody w Sheffield – nie wyszedł mi jeden bieg i zawodnik drużyny przeciwnej podszedł do mnie i powiedział: „Nic się nie stało, jesteś bardzo dobrym zawodnikiem”. To było bardzo miłe. My, Polacy, mamy za to zdecydowanie lepszą organizację zawodów – medale, statuetki za udział, darmowy poczęstunek oraz inne atrakcje czekają na zawodników i kibiców. W Anglii tego nie ma – tam zawodnik musi płacić za wszystko: paliwo, przeloty czy nawet za start w zawodach.
ŻR: Wróćmy jeszcze do Ciebie – jak wygląda Twój trening?
DN: W okresie zimowym trenuję pięć razy w tygodniu, czasami dwa razy dziennie. Współpracuję z moim znajomym, trenerem personalnym Adrianem Gawrońskim, który robi ze mną bardzo dobrą robotę. Odpowiedni plan przygotowawczy – dieta, trening, motywacja – wszystko, czego potrzebuję, znajduję u Adriana. Moje treningi to siłownia pięć razy w tygodniu oraz sześć razy cardio – wybieram np. spinning, bieganie, rower MTB, siatkówkę czy spacer. Zazwyczaj cardio robię przez 60 minut. Okres zimowy jest bardzo ważny – jeżeli dobrze przepracujesz zimę, w sezonie będziesz miał zdecydowanie łatwiej. Natomiast w sezonie staram się jak najwięcej jeździć na torze – ćwiczę starty, imituję wyścigi i dorzucam jeszcze trening siłowy na siłowni.
ŻR: A jak dużą rolę w speedrowerze odgrywa sprzęt?
DN: Sprzęt na pewno jest ważną częścią naszej dyspozycji, aczkolwiek nie jest najważniejszy. Wielu zawodników patrzy na wagę roweru, aby był jak najlżejszy. Inni patrzą, aby rower był sztywniejszy. Znam natomiast kilku zawodników, którzy mają bardzo ciężki sprzęt, a potrafią kapitalnie jeździć. To wszystko zależy od preferencji danego zawodnika. Zazwyczaj każdy dysponuje jednym rowerem, ponieważ jest już do niego przyzwyczajony i ma wszystkie ustawienia dobrane pod siebie.
ŻR: Wielu zawodników łączy sport z pracą – czy da się pogodzić normalne życie z jazdą w speedrowerze?
DN: Na pewno się da. Trzeba jednak zaznaczyć, że nasz sport jest sportem amatorskim. Nie zarabiamy kilkunastu tysięcy za mecz jak żużlowcy. Aby się utrzymać, musimy chodzić do normalnej pracy. Ja osobiście prowadzę własną działalność gospodarczą, więc jest mi teoretycznie łatwiej znaleźć czas. Kiedyś pracowałem na trzy zmiany – schodziło się z nocki i jechało na zawody. Dużo zawodników rezygnuje ze względu na rodzinę i to jest jak najbardziej zrozumiałe. Rodzina, żona, dzieci są najważniejsze i to jest podstawa. Jeżeli jesteś natomiast kawalerem, tak jak ja, możesz sobie pozwolić na więcej. Wychodzę z założenia, że jeśli mam jeździć i robić to, co robię od dziecka, to muszę robić to na 100%. Człowiek trenuje nie tylko pod speedrower, lecz również dla zdrowia. Lepiej mieć pasję, niż co tydzień chodzić na imprezy. Po przylocie z Australii w 2023 roku ogłosiłem zakończenie kariery. Musiałem trochę od tego wszystkiego odpocząć – treningi, wyjazdy, mecze co weekend, miałem tego dosyć. Miałem też swoje problemy osobiste i musiałem skupić się na czymś innym. Ostatecznie nie było to warte tyle, ile myślałem, i na początku września podpisałem kontrakt w pierwszej lidze z Częstochową, z którą wywalczyliśmy awans do elity, lecz działacze postanowili w niej nie wystartować.
ŻR: Z czego w swojej karierze jesteś najbardziej dumny?
DN: Najbardziej jestem dumny chyba z tego, że speedrower ukształtował mnie jako człowieka, który potrafi walczyć mimo ciężkich chwil. Hasło „Nigdy się nie poddawaj” na dobre przyjęło się w moim życiu. Dodam jeszcze, że na klatce piersiowej mam właśnie taki tatuaż. Dzięki jeździe na speedrowerze poznałem wspaniałych ludzi i przyjaciół. Na torze walczymy i nie ma sentymentów, lecz po zawodach potrafimy wszyscy razem iść i napić się piwa.
ŻR: A jakie masz jeszcze cele sportowe – czego chciałbyś dokonać?
DN: Chyba jak każdy chciałbym najpierw zostać Mistrzem Polski, a potem Mistrzem Świata. Szczerze mówiąc, młodszy już nie będę, a młodzi zdecydowanie depczą nam po piętach i przejmują pałeczkę. To naprawdę cieszy. Nie narzucam sobie jednak wielkiej presji – jeśli się uda, będzie super, a jeśli nie, nic się nie stanie. Odkąd wróciłem do speedroweru po roku przerwy, patrzę na ten sport trochę inaczej. Mam swoje ambicje i cele, ale nie są one najważniejsze. Najważniejsza jest radość z jazdy, która towarzyszy mi przez te 18 lat startów. Dopóki będzie radość i czas na treningi, będę jeździł dalej.
ŻR: Jaką radę dałbyś młodym zawodnikom, którzy dopiero zaczynają?
DN: Nie poddawajcie się, jeżeli coś Wam nie wychodzi. Wyznaczcie sobie cel i granicę, do której chcecie dojść. Systematyczna i efektywna praca na treningach pomoże Wam dojść tam, gdzie chcecie. Musicie tylko wierzyć w siebie i w swoje możliwości. Jeżeli będziecie zdyscyplinowani, efekty Waszej pracy przyjdą szybciej, niż myślicie. Rozumiem, że młodzież nie zawsze wie, czego chce – sam byłem kiedyś młody i robiłem różne rzeczy, przez co jako junior nie jeździłem tak, jak oczekiwali koledzy z klubu czy działacze. Małymi krokami udało mi się jednak przebijać z roku na rok coraz wyżej i cieszę się, że jestem tu, gdzie jestem. A jeśli chodzi o tych najmłodszych, żaków – po prostu bawcie się tym sportem i cieszcie się każdą chwilą na torze.
ŻR: Na zakończenie oddajemy Ci głos – wiem, że chcesz jeszcze komuś podziękować.
DN: Na koniec chciałbym serdecznie podziękować za wsparcie moim partnerom: Adrianowi Liźińskiemu, który robi kapitalne grafiki oraz zajmuje się drukiem 3D, Serwisowi Komis „Rowerowy”, który znajduje się przy ulicy Wolności 68 – mechanik Paweł zna się na rzeczy i naprawi każdy zepsuty rower. Podziękowania kieruję również do Jakuba Wawrońskiego, mojego fotografa – Kuba robi zdjęcia na najwyższym poziomie. Wspomniany wcześniej Adrian Gawroński, trener personalny – bez niego nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem. Osobne podziękowania dla Waszej redakcji „Życie Regionu” na czele z Panią Agnieszką Wójciak. Cieszę się, że Wasza gazeta objęła mnie patronatem medialnym. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich kibiców.
Fot. Jakub Wawroński





























