Wczoraj Budmar AZS Stoelzle Częstochowa wyszedł na parkiet z jasnym celem – odbić się po wcześniejszej porażce i dalej liczyć się w grze o medale. I trzeba przyznać, że początek mieli naprawdę bardzo dobry.
Pierwszy set nie ułożył się po ich myśli na starcie, bo Lechia Tomaszów szybko złapała kilka punktów przewagi. Ale AZS nie spanikował – wręcz przeciwnie. Dobre zagrywki Oliwiera Kuropatwy i Jakuba Tyszkiewicza zrobiły robotę, zespół złapał rytm i nagle wszystko zaczęło siedzieć. Odrobili straty, przejęli kontrolę i pewnie zamknęli partię 25:20. Wyglądało to naprawdę solidnie.
No i wtedy coś się zacięło. W drugim secie gra zaczęła się trochę sypać – pojawiły się błędy, brakowało dokładności, a Lechia zaczęła grać swoje, spokojnie i skutecznie. AZS jeszcze próbował trzymać kontakt, ale tym razem to rywale byli o krok z przodu i wyrównali stan meczu.
Trzeci set to już wyraźna przewaga Tomaszowa. Budmar AZS nie potrafił znaleźć sposobu na rozpędzonego Patryka Głowę, który praktycznie kończył wszystko, co dostawał. Częstochowianie wyglądali, jakby trochę stracili pewność siebie, a przeciwnik to bezlitośnie wykorzystał.
Najwięcej emocji było w czwartej partii. AZS wrócił do gry, walczył punkt za punkt i do końca trzymał kibiców w napięciu. Było blisko, naprawdę blisko doprowadzenia do tie-breaka. Niestety, w decydujących momentach zabrakło chłodnej głowy, a Lechia postawiła kropkę nad „i”.
Mimo porażki 1:3, Budmar AZS pokazał momentami naprawdę fajną siatkówkę – szczególnie w pierwszym secie. Problemem była jednak nierówność i brak utrzymania poziomu przez całe spotkanie. Gdyby udało się to poukładać, wynik mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Biało-zieloni mają zatem już dwie porażki na swoim koncie i dziś w ostatnim meczu grupowym zagrają o 12:30 z Energą Trefl Gdańsk.
Lechia Tomaszów Mazowiecki – Budmar AZS Stoelzle Częstochowa 3:1 (20:25, 25:21, 25:15, 25:23)
Fot. Tomasz Wójciak
























