KONTRAKT NA PRZECZEKANIE I OSTATNIA DESKA RATUNKU. ZAGAR ZNÓW W GRZE

Zanim przejdziemy do konkretów, krótkie wyjaśnienie dla tych, którzy nie śledzą żużlowych niuansów dzień w dzień. Kontrakt warszawski to specyficzna umowa w żużlu – zawodnik jest formalnie związany z klubem, ale bez gwarancji startów i bez presji na występy. Taki papier daje mu jedno: możliwość jazdy w Polsce od ręki, jeśli w trakcie sezonu gdzieś zwolni się miejsce albo ktoś wpadnie w kadrowe kłopoty. To bardziej „czekanie przy telefonie” niż klasyczne zatrudnienie, ale często bywa jedyną opcją, by nie wypaść z obiegu.

I właśnie w takiej roli znów zobaczymy Mateja Zagara.

Słoweniec długo był bez klubu i wyglądało na to, że jego nazwisko w tym roku po prostu zniknie z żużlowych rozpisek. Listopadowe okienko? Cisza. Plotki o pozostaniu w Łodzi? Skończyło się na plotkach. Orzeł postawił jednak na innych.

Grudniowe okienko uzupełniające to dla takich zawodników jak on prawdziwy survival. Sylwester nie kojarzy się wtedy z fajerwerkami, tylko z deadline’em. Kto nie zdąży – ten czeka do lata albo wiesza kevlary na kołku. Zagar nie zamierzał kończyć kariery i znalazł wyjście awaryjne. Pomocną dłoń wyciągnął Krono-Plast Włókniarz Częstochowa, czyli klub, który doskonale zna i w którym zostawił kawał dobrego żużla w latach 2017–2019.

Miniony sezon tylko potwierdził, że to jeszcze nie jest zawodnik „do odcinania kuponów”. Początek w Tarnowie miał być spokojny, ale zaległości finansowe szybko zmieniły plan. Zagar powiedział „dość”, poprosił ligę o rozwiązanie kontraktu i ruszył dalej. Trafił do Łodzi i… ironia losu – stał się katem swojej byłej Unii. W dwumeczu o siódme miejsce zrobił robotę bez sentymentów: 19 punktów i trzy bonusy, które dały Orłowi utrzymanie.

Cały sezon zakończył z bardzo przyzwoitą średnią 1,814 pkt na bieg. Dwudzieste miejsce w rankingu Metalkas 2. Ekstraligi jak na 42-latka? Bez wstydu. To raczej sygnał, że wciąż może być liderem, jeśli trafi w odpowiednie miejsce i dostanie zaufanie.

Częstochowa nie jest więc przypadkowa. To bezpieczna przystań, sprawdzony adres i klub, który wie, czego się po Zagarze spodziewać. Problem w tym, że obecna umowa nie daje mu żadnych gwarancji jazdy. Jest w kadrze, ale nie w składzie. Może trenować, może czekać i liczyć na to, że gdzieś w Polsce komuś zabraknie punktów, zdrowia albo cierpliwości.

To nie pierwszy raz, gdy Zagar wybiera taką ścieżkę. Wcześniej podobnie „parkował” się w Toruniu czy Lublinie i czekał na moment, aż liga sama go zawoła. Czasem to działa, czasem nie. Teraz scenariusz jest dokładnie ten sam.

Jedno jest pewne – Matej Zagar jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. To kontrakt na przeczekanie, a nie na emeryturę. Czy telefon zadzwoni? W żużlu takie historie piszą się nagle, często po kontuzji albo serii słabszych meczów kogoś innego. A wtedy doświadczenie bywa warte więcej niż głośne nazwisko.

Fot. Tomasz Wójciak

Udostępnij:

Facebook
Twitter
X
LinkedIn
Search

Najbardziej Popularne

Partnerzy relacji sportowych:
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.