Blisko 11 tysięcy klocków, niemal dwa miesiące pracy i dziesiątki godzin projektowania. Tak powstał model dawnego częstochowskiego ratusza, który przyciągnął uwagę mieszkańców i miłośników LEGO. O tym, jak rodziła się pasja do budowania, z jakimi problemami musiał się zmierzyć podczas realizacji projektu i dlaczego najważniejsza jest konsekwencja w dążeniu do celu, z Jakubem Wójcikiem rozmawia „Życie Regionu”.
Życie Regionu: Pamiętasz swój pierwszy zestaw LEGO? Co sprawiło, że zwykła dziecięca zabawa przerodziła się w prawdziwą pasję?
Jakub Wójcik: Pierwszym zestawem, jaki dostałem, był wóz strażacki. Nie pamiętam już, czy był to prezent na Mikołaja, czy na urodziny, ale właśnie od niego wszystko się zaczęło. Z czasem zestawów przybywało, a ich składanie sprawiało mi ogromną radość.
LEGO okazało się dla mnie idealnym prezentem. Każdy nowy zestaw składałem z wielką przyjemnością, a później często się nimi bawiłem. Był jednak moment, kiedy zainteresowanie klockami nieco osłabło. Zabrakło przede wszystkim miejsca na przechowywanie modeli, dlatego część z nich musiałem rozłożyć i schować.
Kilka lat temu postanowiłem odbudować swoją kolekcję. Niektórych elementów brakowało, część była już zniszczona przez upływ czasu, więc zacząłem kompletować brakujące klocki. To właśnie wtedy moja pasja odżyła. Nie tylko odtworzyłem dawne zestawy, ale zacząłem interesować się nowymi modelami i coraz bardziej rozwijać swoje hobby.
Życie Regionu: Skąd wziął się pomysł, żeby odtworzyć właśnie dawny ratusz w Częstochowie? Czy od początku wiedziałeś, że to będzie tak duże przedsięwzięcie?
Jakub Wójcik: Pomysł narodził się na początku roku, kiedy trafiłem na artykuł o nastolatku z Gliwic, który zbudował z LEGO tamtejszy ratusz. Pomyślałem wtedy, że warto stworzyć podobny model przedstawiający dawny ratusz w Częstochowie.
Na początku zakładałem, że wykorzystam około dwóch tysięcy klocków. Szybko jednak okazało się, że to nierealne, więc poprzeczka została podniesiona do pięciu tysięcy. Gdy miałem już wykorzystanych ponad pięć tysięcy elementów, a model był gotowy mniej więcej w połowie, wiedziałem, że całość przekroczy dziesięć tysięcy klocków.
Ostatecznie konstrukcja liczy ich prawie jedenaście tysięcy. Nie spodziewałem się, że projekt będzie aż tak rozbudowany – zarówno pod względem liczby elementów, jak i samych rozmiarów.
Życie Regionu: Przez blisko dwa miesiące budowałeś model z ponad 10 tysięcy klocków. W którym momencie pomyślałeś: „Okej, to naprawdę zaczyna wyglądać jak ratusz”?
Jakub Wójcik: Taki moment przyszedł pod koniec budowy parteru. Kiedy zamontowałem już drzwi i okna, a rozpocząłem pracę nad kolejną kondygnacją, model wyraźnie zaczął przypominać ratusz stojący na placu Biegańskiego.
To był bardzo motywujący moment. Z jednej strony cieszyłem się, że efekt staje się coraz bardziej realistyczny, a z drugiej nabrałem jeszcze większej determinacji, by doprowadzić projekt do końca.
Życie Regionu: Który element budowli był dla Ciebie największym wyzwaniem? Był taki moment, kiedy jakiś detal nie dawał Ci spokoju?
Jakub Wójcik: Już na etapie projektowania wiedziałem, że największym wyzwaniem będzie wieża. Zdawałem sobie sprawę, że nie uda się odwzorować jej idealnie okrągłego kształtu, ponieważ w tej skali nie ma odpowiednich elementów LEGO. Dlatego zdecydowałem się oprzeć konstrukcję na planie ośmiokąta, który miał sprawiać wrażenie okrągłej wieży.
Zgodnie z przewidywaniami właśnie ten element okazał się najtrudniejszy. W trakcie budowy musiałem całkowicie zmienić koncepcję i przeprojektować sposób wykonania. To był najbardziej kryzysowy moment całego przedsięwzięcia. Obawiałem się, że jeśli nowe rozwiązanie się nie sprawdzi, projekt może nie zostać ukończony.
Na szczęście udało się znaleźć lepszą metodę. Wieża jest dziś stabilniejsza i – moim zdaniem – prezentuje się nawet lepiej niż w pierwotnym projekcie.
Jeśli chodzi o detale, sporo czasu poświęciłem łukom wokół okien. Testowałem różne rozwiązania, ale ze względu na skalę modelu i dostępność elementów musiałem nieco uprościć zdobienia. Podobnie było z zegarami na wieży. Początkowo planowałem zastosować większe, okrągłe elementy, jednak ostatecznie wybrałem mniejsze, które bardziej przypominają rzeczywiste zegary znajdujące się na ratuszu.
Życie Regionu: Masz w głowie budowlę, której jeszcze nie udało Ci się zbudować, ale jest na szczycie Twojej listy marzeń?
Jakub Wójcik: Dziś można znaleźć wiele ciekawych budynków odtworzonych z klocków LEGO, dlatego znalezienie czegoś naprawdę oryginalnego wymaga kreatywności. Nie mam jeszcze konkretnego obiektu, który koniecznie chciałbym zbudować jako następny.
Nie wykluczam jednak, że z czasem pojawi się kolejny pomysł. Budowa ratusza była niezwykle ciekawą przygodą i jeśli tylko będę miał odpowiednio dużo czasu, chętnie podejmę się następnego projektu. Być może będzie to budowla jeszcze bardziej skomplikowana, choć sam częstochowski ratusz okazał się znacznie trudniejszy, niż początkowo zakładałem.
Życie Regionu: LEGO uczy cierpliwości czy raczej wystawia ją na ciężką próbę? Jak to wygląda w Twoim przypadku?
Jakub Wójcik: Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. LEGO zdecydowanie uczy cierpliwości. Przekonałem się o tym szczególnie podczas projektowania. Niejednokrotnie wydawało się, że model jest już gotowy, po czym okazywało się, że trzeba coś poprawić.
Czasami, żeby lepiej odwzorować jakiś detal, konieczne było wprowadzenie niewielkiej zmiany, która wymagała podniesienia dużej części konstrukcji albo jej delikatnego poszerzenia. Takich poprawek było naprawdę sporo.
Z drugiej strony cierpliwość była nieustannie wystawiana na próbę. Najlepszym przykładem była właśnie wieża. Gdy model był już niemal ukończony, pojawił się element, który mógł przekreślić całą dotychczasową pracę. W takich chwilach można się poddać albo szukać rozwiązania. Ja wybrałem to drugie.
Życie Regionu: A tak pół żartem, pół serio – ile razy podczas budowy zdarzyło Ci się szukać jednego konkretnego klocka dłużej niż go później montować?
Jakub Wójcik: Takich sytuacji było naprawdę sporo. Po każdej dostawie segregowałem klocki według kolorów i rodzajów. Przy ponad dwustu różnych elementach stworzenie osobnego pojemnika dla każdego z nich byłoby jednak bardzo czasochłonne i nie zawsze miało sens.
Niektóre rzadziej wykorzystywane elementy trafiały więc do wspólnego pudełka. Później trzeba było je po prostu odnaleźć. Nawet przy dobrej organizacji zdarzało się, że miałem kilkadziesiąt woreczków z szarymi klockami i znalezienie tego właściwego zajmowało więcej czasu niż jego zamontowanie.
Paradoksalnie sprawiało mi to jednak sporą frajdę. To był element całego procesu budowania.
Życie Regionu: Co chciałbyś, żeby ludzie zobaczyli w Twoich konstrukcjach poza samymi klockami LEGO? Czy chodzi tylko o efekt końcowy, czy może o coś więcej – historię, pasję, emocje?
Jakub Wójcik: Oczywiście efekt końcowy jest bardzo ważny. Celem było stworzenie modelu, który jak najwierniej przypomina ratusz stojący na placu Biegańskiego. Chciałbym jednak, żeby ludzie dostrzegli coś więcej – przede wszystkim pasję, konsekwencję i wytrwałość.
Podczas projektowania i budowy wielokrotnie miałem chwile zwątpienia. Zdarzało się, że coś nie wychodziło i trzeba było zaczynać od nowa. W takich momentach wracałem do kartki papieru albo do projektu na komputerze i szukałem kolejnych rozwiązań. Czasem wystarczyło zrobić sobie krótką przerwę, przewietrzyć głowę i wrócić do pracy z nową energią.
Myślę, że właśnie tej konsekwencji często nam brakuje. Jeśli wyznaczymy sobie cel i będziemy cierpliwie do niego dążyć, można osiągnąć naprawdę wiele. Nawet wtedy, gdy pojawiają się trudności albo inni nie wierzą, że się uda. A jeśli po drodze spotkamy ludzi, którzy nas wspierają, to mamy wszystko, czego potrzeba, by doprowadzić projekt do szczęśliwego finału.
Fot. Archiwum prywatne






















