Punkty w stolicy były na wyciągnięcie ręki, ale ostatecznie KS Norwid Częstochowa przegrał z Projektem Warszawa 1:3 i wraca do Częstochowy z pustymi rękoma. Liga nie zwalnia tempa i już w sobotę kolejny ważny sprawdzian, przyjeżdża Asseco Resovia Rzeszów.
Częstochowianie w bardzo dobrym stylu rozpoczęli środowe spotkanie. Praktycznie od początku mieli skromną przewagę i utrzymywali ją w dalszej fazie seta. Swoje ataki kończył Patrik Indra, a w samej końcówce sprawy w swoje ręce wziął Milad Ebadipour. Efekt? 25:20 na otwarcie i rozbudzone apetyty na kolejną część meczu. Druga partia to już kompletnie inna historia. Świetnie rozpoczęli tym razem gospodarze i błyskawicznie odskoczyli Norwidowi na wynik 4:1. Później błękitno-granatowi się nieco otrząsnęli i nawet udało się doprowadzić do remisu 16:16. Niestety w samej końcówce tego seta na swój dobry poziom wszedł m.in. Bartosz Bednorz i Projekt wygrał 25:22.
Podopieczni Ljubomira Travicy największą szansę na „urwanie” punktów mieli w secie trzecim. Nic na to nie wskazywało, bo Projekt prowadził już 20:16, ale kilka minut później było już tylko 23:21. W tej kluczowej akcji znakomicie w obronie spisywał się Patrik Indra, ale najpierw Lipiński, a za moment Ebadipour nie skończyli swoich ataków, a po drugiej stronie skuteczny był atakujący Bartosz Gomułka… i zamiast 23:22 mieliśmy wynik 24:21. Projekt już tego prowadzenia nie wypuścił z rąk.
Czwarty set to już koncert gospodarzy. Nie pozostawili Norwidowi żadnych złudzeń i szybko wybili im z głowy myśli o doprowadzeniu do tie breaka. Jeszcze do stanu 9:9 mogliśmy się łudzić, ale następne akcje to już pełna dominacja Projektu, który zdobył komplet punktów. Norwid znów bez punktów, ale na nasze szczęście punktów nie zdobył też ChKS Chełm, przegrywając w Gdańsku również 1:3.
PGE Projekt Warszawa – Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa 3:1
(20:25, 25:22, 25:22, 25:19)
Fot. Marek Tęcza Fotografia
























