Powrót Madsa Hansena miał być jednym z impulsów, które pomogą Włókniarzowi w walce o utrzymanie. Duńczyk faktycznie pokazał sporo dobrej jazdy, ale sam nie był w stanie odmienić losów częstochowskiej drużyny. W niedzielę Krono-Plast Włókniarz Częstochowa przegrał na własnym torze z Gezet Stalą Gorzów 43:47. Biało-zieloni walczyli praktycznie do ostatniego wyścigu, jednak kolejna porażka jest już faktem.
Przed spotkaniem przy Olsztyńskiej można było mieć nadzieję, że powrót Hansena doda gospodarzom skrzydeł. Częstochowianie potrzebowali jednak nie tylko jego punktów, ale przede wszystkim równej jazdy całego zespołu. I właśnie z tym znów był problem.
Początek meczu był jeszcze obiecujący. W pierwszym biegu Włókniarz wygrał 5:1, ale kolejne wyścigi szybko pokazały, że goście nie zamierzają oddać tego spotkania. Gorzowianie dobrze czuli się na częstochowskim torze, a szczególnie mocno punktowali ich juniorzy. Po pierwszej serii Stal prowadziła już 14:10.
W piątym wyścigu Hansen zrobił swoje. Duńczyk znalazł sposób na Oskara Palucha, a razem z Jakubem Miśkowiakiem Włókniarz odniósł kolejne biegowe zwycięstwo 5:1. Miśkowiak od początku prezentował się bardzo dobrze i szybko stało się jasne, że tego dnia będzie jednym z najjaśniejszych punktów gospodarzy.
Niestety chwilę później pecha miał Rohan Tungate. Australijczyk prowadził swój wyścig, ale na trzecim okrążeniu jego motocykl odmówił posłuszeństwa. Gorzowianie wykorzystali sytuację i wygrali podwójnie, powiększając przewagę do sześciu punktów.
W kolejnych biegach Włókniarz próbował odrabiać straty, ale brakowało regularności. Sebastian Szostak i Tungate potrafili wygrywać swoje wyścigi, by chwilę później kończyć je bez punktów. Z kolei Jaimon Lidsey długo nie mógł znaleźć odpowiedniej prędkości i jego dorobek był zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Stal korzystała z tego bezlitośnie. Świetnie spisywał się Anders Thomsen, który na częstochowskim torze wyglądał momentami tak, jakby jechał samotny trening. Duńczyk wygrywał kolejne wyścigi z dużą przewagą i był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem spotkania.
Po dziesięciu biegach Włókniarz przegrywał 26:34. Gospodarze nie składali jednak broni. Dobrze prezentował się Miśkowiak, który potwierdzał świetną dyspozycję. Cenne punkty dorzucał także Hansen. Częstochowianie cały czas szukali sposobu, żeby jeszcze wrócić do gry.
Przed biegami nominowanymi Stal prowadziła 44:34 i wydawało się, że jest już po wszystkim. Włókniarz pokazał jednak charakter. W czternastym wyścigu Szostak i Miśkowiak wygrali podwójnie, dzięki czemu przewaga gości stopniała do zaledwie sześciu punktów.
W ostatnim biegu Miśkowiak zrobił wszystko, co mógł. Lider Włókniarza jako jedyny zawodnik w całym meczu pokonał Thomsena, a razem z nim na mecie pojawił się Hansen. Gospodarze wygrali 4:2, ale było już za późno na odwrócenie losów spotkania. Stal zwyciężyła 47:43.
Indywidualnie najlepiej w barwach Włókniarza spisał się Miśkowiak. Zdobył aż 15 punktów i 2 bonusy, będąc zdecydowanie najjaśniejszą postacią gospodarzy. Udany powrót zaliczył Hansen, który zapisał przy swoim nazwisku 8 punktów. 8+1 wywalczył Szostak, natomiast Lidsey zakończył zawody z dorobkiem zaledwie 4+1. Tungate dorzucił 5 punktów, ale jego występ również pozostawił spory niedosyt.
Częstochowianie przegrali po raz kolejny, choć tym razem różnica była niewielka. Walki i ambicji nie można im odmówić, ale ponownie zabrakło równej jazdy całego zespołu. Powrót Hansena dał trochę nadziei, a Miśkowiak pojechał znakomicie. To jednak wciąż za mało, by regularnie zdobywać punkty w PGE Ekstralidze.
Dla Włókniarza sytuacja robi się coraz trudniejsza. Przed zespołem jeszcze piątkowy rewanż w Gorzowie, ale po niedzielnej porażce trudno o wielki optymizm. Biało-zieloni będą musieli wznieść się na wyżyny swoich możliwości, jeśli chcą jeszcze uratować miejsce w krajowej elicie.
Fot. Tomasz Wójciak


















