Ależ to była inauguracja w Boronowie! Skra Częstochowa po fuzji z Amatorem Golce rozpoczęła zmagania w III Lidze Śląskiej od zwycięstwa nad miejscową Jednością 4:3. Było sporo emocji, zwrotów akcji i przede wszystkim charakteru częstochowskiego zespołu, który dwukrotnie musiał odrabiać straty.
Początek spotkania zdecydowanie należał do gospodarzy. Jedność bezlitośnie wykorzystała błędy w defensywie SKRA/Amatora i po 20 minutach prowadziła już 2:0. Bohaterem tego fragmentu meczu był Jan Kopiczko. Najpierw popisał się precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego tuż przy słupku, a chwilę później skutecznie wykończył akcję gospodarzy strzałem głową.
Częstochowianie nie zamierzali jednak składać broni. Jeszcze przed przerwą pokazali, że tego dnia łatwo się nie poddadzą. W 30. minucie Mateusz Figzał huknął w prawą część bramki i zdobył gola kontaktowego. Kilka minut później był już remis. Igor Siuda najlepiej odnalazł się w zamieszaniu pod bramką Jedności i posłał piłkę pod poprzeczkę.
Po zmianie stron SKRA/Amator ruszył po pełną pulę. Blisko trafienia był Marcel Przygodzki, który po zejściu ze skrzydła znalazł się oko w oko z bramkarzem, ale tym razem górą był golkiper Boronowa.
Gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie i znów za sprawą stałego fragmentu gry. Franciszek Hampel idealnie przymierzył z rzutu wolnego z około 20 metrów. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i zatrzepotała w siatce.
SKRA/Amator po raz drugi musiał więc gonić wynik. I po raz kolejny odpowiedział w najlepszy możliwy sposób. Marcel Przygodzki najpierw pewnie wykorzystał rzut karny, doprowadzając do remisu, a chwilę później został bohaterem spotkania. W kapitalnym stylu przymierzył z rzutu wolnego i dał częstochowianom prowadzenie 4:3.
Tym razem przewagi udało się już nie wypuścić z rąk. Zespół prowadzony przez Tomasza Szymczaka pokazał sporo charakteru i po szalonym meczu wywiózł z Boronowa komplet punktów. Inauguracja III Ligi Śląskiej zakończyła się więc dokładnie tak, jak kibice Skry/Amatora mogli sobie wymarzyć – zwycięstwem, choć droga do niego była naprawdę kręta.
Fot. Mateusz Franc




















