Raków Częstochowa wraca z Kielc bez punktów, choć spokojnie można powiedzieć, że ten mecz miał kilka momentów, w których częstochowianie mogli odwrócić jego losy. Korona wygrała 3:2, a czerwono-niebiescy po fatalniejszej pierwszej połowie długo gonili wynik. Był kontakt, było 2:1, potem 3:2, ale na wyrównanie zabrakło już czasu.
Początek spotkania należał do gospodarzy. Korona miała więcej z gry i próbowała szybko dobrać się do Rakowa. Częstochowianie odpowiedzieli dopiero w 9. minucie, kiedy Jean Carlos oddał pierwszy strzał na bramkę. Chwilę później Tomasz Pieńko został zablokowany przez Ariela Mosóra, a po kwadransie Kacper Trelowski został wywołany do tablicy, ale skutecznie interweniował.
W 18. minucie zrobiło się gorąco. Bogdan Racovițan sfaulował Wiktora Długosza w polu karnym, a po analizie VAR sędzia wskazał na jedenasty metr. Mariusz Stępiński nie miał litości i pewnie wykorzystał rzut karny. Raków próbował odpowiedzieć, a blisko był Mahir Emreli, którego strzał głową w 31. minucie zatrzymał Xavier Dziekoński.
I właśnie wtedy Korona zadała drugi cios. Camilo Mena wpadł w pole karne, zrobił swoje i mocnym strzałem pod poprzeczkę podwyższył prowadzenie na 2:0. Do przerwy wynik już się nie zmienił, choć Trelowski musiał jeszcze interweniować po uderzeniu Michaela Ameyawa.
Po zmianie stron Raków wreszcie ruszył zdecydowanie mocniej. Częstochowianie zaczęli spychać Koronę pod własne pole karne i szukać kontaktu. Próby Lamine’a Diaby’ego Fadigi z początku nie znalazły drogi do bramki, ale napastnik w końcu dopiął swego. W 58. minucie jego noga zmieniła tor lotu piłki po strzale Oskara Repki i zrobiło się 2:1.
Nadzieja trwała jednak zaledwie kilka minut. W 62. minucie Korona dostała kolejny rzut karny, a Stępiński po raz drugi tego popołudnia pokonał Trelowskiego. 3:1 i Raków znowu znalazł się w sytuacji, w której trzeba było gonić.
Częstochowianie nie zamierzali jednak odpuszczać. Swoich szans szukał Emreli, próbował też Marko Bulat, ale Dziekoński potrafił zatrzymać kolejne uderzenia. Gospodarze również mieli okazje, a Trelowski kilka razy ratował swój zespół przed jeszcze większymi problemami.
W 82. minucie Raków złapał kolejny oddech. Bogdan Mirčetić przymierzył z dystansu i zrobiło się 3:2. Końcówka zapowiadała więc nerwówkę, ale mimo prób częstochowian nie udało się już doprowadzić do remisu.
Korona wygrała 3:2, a Raków wraca do Częstochowy z pustymi rękami. Teraz czeka nas długa przerwa na kadrę i pozostaje nam wierzyć, że Tomasz Kaczmarek tchnie nową nadzieję w ten zespół. Niestety po niektórych zawodnikach widać, że wola walki i chęć zwycięstwa zostały gdzieś głęboko schowane…
Korona Kielce – Raków Częstochowa 3:2 (2:0)
Bramki: Stępiński 20. (k), 62. (k), Mena 33. – Diaby Fadiga 58., Mirčetić 82.
Fot. Tomasz Wójciak


















